Piwowarczyk: Wolnościowcy przeciw LGBT. „Tęczowy” totalitaryzm nadciąga do Polski

Baner
Baner "Stop Totalitaryzmom" podczas Marszu Powstania Warszawskiego. / foto: Radosław Piwowarczyk

Z zupełnie niezrozumiałych pobudek część środowisk wolnościowych w Polsce, głównie skupionych wokół libertarian, udziela poparcia dla ruchów LGBT+. Oczywiście pojawiają się wokół tego hasła wolnościowe, które jednak w praktyce nijak się mają do rzeczywistości i postulatów ruchów spod tęczowej flagi.

Najbliższa kampania wyborcza upłynie zapewne pod znakiem spraw światopoglądowych i ostrych sporów wokół LGBT. Tęczowi prowadzą w ostatnich miesiącach intensywną kampanię i wraz z tzw. marszem równości pojawiają się w kolejnych miastach. Nigdy jednak – zupełnym przypadkiem – marsze nie odbywają się tego samego dnia w różnych miastach.

W postępowych mediach zazwyczaj usłyszeć możemy, iż ruchy LGBT+ walczą o swoje prawa, które rzekomo są im odbierane. „Tęczowe” parady przedstawiane są jako wyraz walki dyskryminowanych mniejszości o swą wolność.

Już sam kolektywistyczny charakter ruchów LGBT musi budzić sprzeciw wolnościowców. LGBT walczą bowiem o prawa dla pewnej grupy osób tylko dlatego, że należą oni do tej grupy. Tymczasem wolnościowcy wychodzą z założenia, że prawo powinno być równe wobec wszystkich, niezależnie od tego, z jaką mniejszością się identyfikują.

Postulaty LGBT sprzeczne z wolnościową wizją państwa

LGBT+ coraz aktywniej działają w Polsce, czego przejawem jest, chociażby podpisana w ubiegłym roku przez Rafała Trzaskowskiego warszawska deklaracja. Już tam znajdujemy szereg postulatów, które są nie do wdrożenia w państwie liberalnym, a tym bardziej libertariańskim.

Uwagę zwróćmy na trzy z tych postulatów. Po pierwsze karta LGBT zakłada stworzenie specjalnego hostelu interwencyjnego tylko dla osób LGBT+ za pieniądze podatnika, gdzie pod pretekstem szczególnej przemocy wobec homoseksualistów, biseksualistów, zmiennopłciowców itd., mają oni mieć bezpłatny nocleg.

Pojawia się też stały punkt programu, czyli przymusowa edukacja seksualna w szkołach. Niezależnie od tego, jak podchodzimy do edukacji, wolnościowcy zakładają co najmniej swobodne ustalanie programów edukacyjnych przez szkoły i rodziców, a w bardziej liberalnych wizjach całkowite zniesienie przymusu szkolnego.

Po trzecie deklaracja LGBT+ przewiduje rozrost biurokracji i kolejne koszty dla podatnika poprzez powołanie specjalnego pełnomocnika ds. osób LGBT, który miałby zajmować się jedynie ich problemami.

To jednak nie pierwsze takie postulaty w Polsce, w 2008 roku odbyło się Ogólnopolskie Spotkanie Organizacji LGBTQ+. Wówczas na tapecie nie było zbyt szokujących postulatów, jednak we wnioskach końcowych domagano się np. dopłat do operacji dla osób transpłciowych oraz całego związanego z tym procesu, czyli kuracji przed i po.

Także te ogólne postulaty LGBT, które pojawiają się najczęściej, są nie do zaakceptowania. Ruchy LGBT domagają się na przykład uznania związków jednopłciowych urzędowo za małżeństwa. Oczywiście wolnościowcy uznają, że państwu nic do tego, kto z kim sypia i państwo w ogóle nie powinno zajmować się regulowaniem związków pomiędzy dwoma dorosłymi osobami.

W kwestii tzw. małżeństw jednopłciowych widać również próby zawłaszczenia języka przez LGBT. Tęczowi, nawiązując do słów Konfucjusza, starają się zacząć nie naprawę, lecz zmianę, państwa przez zmianę pojęć. W związku z tym słowa mają mieć zmienione definicje tak, by złowrogie postulaty, większości kojarzyły się pozytywnie.

Ze słowami związane są też inne działania ruchów LGBT, które pod płaszczykiem „mowy nienawiści” starają się określić, co można powiedzieć, a czego nie. A w przypadku homofobicznej mowy nienawiści wsadzać jej siewców do więzień, o czym fantazjował kochanek jednego z polskich polityków i co zaczyna się dziać już na Zachodzie.

Wiele postulatów odnosi się do tzw. dyskryminacji wobec osób LGBT w życiu codziennym. I tak na przykład postuluje się utworzenie specjalnych przepisów w kodeksie karnym dotyczących przestępstw powodowanych dyskryminacją. Przestępstwa te miałyby być z jakiegoś powodu karane wyżej niż ten sam czyn, w przypadku którego stwierdzi się inne pobudki.

Dyskryminacji nie może być także w miejscu pracy, tu dochodzi ponownie do absurdu i występowania przymusu. Osoby LGBT+ podnoszą, że np. nie zostały zatrudnione ze względu na swoją orientację i pracodawca musi się tłumaczyć, choć tak naprawdę chodziło o ich kwalifikacje. Trudniejsze staje się także zwolnienie osób, które określą się jako LGBT.

A przecież podstawą każdego wolnościowego systemu prawnego jest prawo do dyskryminacji. Każdy przedsiębiorca ma prawo zatrudniać lub zwalniać kogo chce wg dobrowolnie zawieranej umowy. Każdy usługodawca ma prawo świadczyć usługę lub nie komu chce, co też jest kwestionowane przez ruchy LGBT. Te, jak w przypadku drukarza z Łodzi, domagają się by przedsiębiorca miał obowiązek wykonania usługi, jeżeli oni sobie tego zażyczą.

Podobnie jak socjaliści, tak i tęczowi, widzą problemy, których normalny człowiek by nie zauważył, a następnie dla ich rozwiązania domagają się więcej państwa. Tylko pobieżny przegląd najważniejszych postulatów LGBT, ale też ich działań wskazuje, że jest to ruch, któremu o żadną wolność nie chodzi, ale wręcz przeciwnie. Na tej właśnie podstawie wolnościowcy powinni odpierać postulaty wchodzącego do Polski ruchu tęczowych.