
W czwartek nad ranem poinformowano o odnalezieniu ciała syna polskiego miliardera Piotra Woźniak-Staraka, który w nocy z soboty na niedzielę wypłynął na środek jeziora i zaginął. Okazuje się, że wobec zwłok mężczyzny zastosowano nietypową procedurę.
– Potwierdziły się najgorsze obawy. Wszystko wskazuje na to, że ciało Piotra Woźniak-Staraka zostało odnalezione. Wyrazy współczucia Rodzinie i Najbliższym – poinformował w czwartek rano na Twitterze sekretarz stanu w MSWiA, Jarosław Zieliński.
Co się wydarzyło na jeziorze Kisajno?
Według policji, z soboty na niedzielę przed godz. 4 nad ranem odebrano zgłoszenie, że po jeziorze pływa motorówka i może zakłócać odpoczynek żeglarzy. Funkcjonariusze i ratownicy Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego odnaleźli na miejscu dryfującą łódź motorową, na pokładzie, której nikogo nie było. Silnik nie pracował, być może skończyło się paliwo.
W ocenie policjantów, rzeczy pozostawione na motorówce wskazywały, że mogły nią płynąć dwie osoby. Natychmiast rozpoczęto poszukiwania, w trakcie, których znaleziono na brzegu jeziora jedną z tych osób.
Asp. Chruścińska mówiła wcześniej, że z relacji odnalezionej kobiety wynikało, że płynęła motorówką z 39-letnim mężczyzną i podczas wykonywania manewru skrętu obydwoje wypadli do wody. Kobieta zdołała dopłynąć sama do brzegu. Relacjonowała, że przepłynęła ok. stu metrów.
Nietypowa procedura wobec zwłok Piotra Woźniak-Staraka
Okazuje się, że ciało Piotra Woźniak-Staraka zostało potraktowane w nietypowy sposób, na jaki nie może liczyć każdy śmiertelnik. Po odnalezieniu zwłok zwyczajowo odbywa się przewiezienie zwłok do prosektorium i okazanie rodzinie, jednak w przypadku Woźniak-Staraka postąpiono inaczej.
O wszystkim mówi w rozmowie z gazeta.pl były policjant Dariusz Loranty. – Standardowo odnalezione zwłoki przewozi się do prosektorium i tam następuje okazanie rodzinie. Wcześniej ciało należy przygotować. Trochę obmyć. W przypadku Piotra Woźniaka-Staraka mieliśmy do czynienia z niestandardową procedurą – mówi.
– Jego ciało przewieziono na teren posiadłości rodziny. Nie można jednak mówić o złamaniu prawa. Rodzina i tak musiała zidentyfikować zwłoki. Mają przystań dla łódek, więc nie wymagało to dużego zachodu. Choć z pewnością to pewne odstępstwo – tłumaczy Loranty.