„Postępowy” Macron nie lubi „skrajnie prawicowego” Bolsonaro i puszcza „fake newsy” o Brazylii

Macron z kacykiem Matukire, wrogiem prezydenta Bolsonero Fot. Twitter

Emmanuel Macron to znany specjalista od „klimatologii”. W świecie polityki niemal wszedł niemal w buty byłego wiceprezydenta USA Ala Gore, a „walka z ociepleniem” klimatu stała się priorytetem polityki Francji. Macron ma na pieńku z Donaldem Trumpem, ale jeszcze bardziej nie podoba mu się „Trump tropików”, czyli Jair Bolsonaro.

W mediach francuskich prezydent Brazylii to polityk skrajnie prawicowy, niemal „faszysta”. Jego liberalizm ekonomiczny i konserwatyzm społeczny są wykpiwane i krytykowane. Paryż, który przyzwyczaił się do relacji w tym regionie z politykami w rodzaju grandziarza Luli, nie może zrozumieć, że czasy się zmieniły.

Od pewnego czasu Macron „przejmuje” się zwłaszcza losem Amazonii, którą niecny Bolsonaro chce zaorać i obsiać. Kilka miesięcy temu przyjmował nawet z honorami w Pałacu Elizejskim „kacyka” plemiennego Raoniego Metuktire, „wielkiego szefa Kayapo”, z którym prezydent „wymienił się poglądami o wdrażanych środkach ochrony klimatu i różnorodności biologicznej”.

Świat poznał Raoniego w 1987 r., gdy ten spotkał się ze Stingiem i zasiadł w fundacji „The Rainforest”, a później angażował się w walkę przeciw budowie zapory Kararao (Belo Monte). „Od tego czasu wódz Raoni stał się żywym i aktywnym symbolem ochrony Amazonii i jej rdzennych mieszkańców”, chociaż w puszczy już siedzi rzadko, bo zajmują go podróże po świecie i międzynarodowe konferencje, na których występuje w ludowym stroju Indian.

Wracajmy jednak do Macrona. Właśnie wybuchły pożary w Amazonii ,więc francuski prezydent zabrał głos i na ten temat. Jego zdaniem te pożary oznaczają „kryzys międzynarodowy” i Macron oznajmił, że zamierza podjąć ten temat na rozpoczynanym właśnie szczycie G7 w Biarritz. Zareagował prezydent brazylijski Jair Bolsonaro, dla którego jest to sprawa Ameryki Południowej, a postawa Macrona to po prostu.. kolonializm.

Pożary w Amazonii podniosły wyraźnie temperaturę różnic pomiędzy Francją a Brazylią. Globalista Macron napisał na Twitterze – „Nasz dom płonie” i dodał, że to płuca naszej planety, więc kryzys jest międzynarodowy, a członkowie G-7 za dwa dni zajmą się „sytuacją awaryjną”.

Tweet został opatrzony dramatycznym zdjęcie płonącej puszczy. To właśnie ta fotografia powoduje jednak, że Bolonero właściwie nie musi nawet odpowiadać, bo wrażliwy klimatycznie Macron dokonał tu samozaorania.

Internauci szybko wykryli, że autorem zdjęcia jest znany amerykański fotograf Loren McIntyre pracujący dla National Geographic. Z tym, że McIntyre zmarł w maju 2003 roku. Fotografia musi więc mieć co najmniej 16 lat… Wyszło na to, że prezydent Republiki rozpuszcza fake newsy.

Macronowi dostało się też od internautów. Jeśli chodzi o symboliczne pożary, natychmiast przypomniano mu nie tak dawne zniszczenie katedry Notre-Dame. Pozowanie na „zbawiciela świata” i wielkiego obrońcę środowiska jest dość obłudne i służy Macronowi do uprawiania polityki dezawuowania idei prawicowych.

Tak naprawdę z ochroną klimatu ie daje sobie rady nawet u siebie, czego dowodem było złożenie rezygnacji przez jego popularnego ministra ochrony środowiska Nicolasa Hulota, który okazał się „rozczarowany brakiem postępów w walce ze zmianami klimatycznymi czy zagrożeniami dla bioróżnorodności”. Zajmowanie się cudzą puszczą lewicowym takim politykom wychodzi lepiej, czego zresztą doświadczaliśmy i u nas w Białowieży.