
Samochody z rejestracją Monako dość bezkarnie mogły dotąd na terenie Francji np. naruszać ograniczenia szybkości, nie płacić za postój i wykroczenia drogowe. Monako liczy zaledwie 40 tys. mieszkańców, ale tylko w 2018 roku popełnili oni we Francji ponad 100 tys. wykroczeń, czyli ponad 2,5 mandatu na głowę, wliczając dzieci i tych bez prawa jazdy.
Paryż zmusił Księstwo do podpisania umowy, która znosi bezkarność kierowców aut z rejestracją „Principauté de Monaco”. To będą całkiem spore dochody. Teoretycznie taka wymiana informacji trwa już od 2016 roku, ale w praktyce karane są tylko bardzo poważne wykroczenia.
Trudno tu mówić o jakiejś wzajemności, bo w Księstwie działa tylko jeden radar, a we Francji można je znaleźć niemal na każdym rogu. Pieniądze z mandatów popłyną więc tylko w jedną stronę.
System wzajemności egzekucji mandatów we Francji jest mocno niekompletny. Dobrze o ty wiedzą np. Polacy, którzy wiedzą, że za drobne mandaty nie będą ścigani w Polsce i dość często wolą użytkować we Francji samochody na krajowej rejestracji.
W 2018 r. 17 krajów Unii Europejskiej zgodziło się przekazywać Francji tożsamość kierowców sfotografowanych przez radary. Ich egzekucja nie zawsze się jednak opłaca. W tym roku obcokrajowcy dali się złapać dwa i pół miliona razy. Prowadzą kierowcy z Belgii – 418 000 mandatów, które w przypadku tego kraju na podstawie dwustronnej umowy się egzekwuje.
Na drugim miejscu są Hiszpanie (394 000 mandatów), a dalej Niemcy (348 000). Ściąganie mandatów z takich krajów jak Wielka Brytania, Szwecja i Irlandia mam podstawy prawne dopiero od stycznia tego roku. Swoisty immunitet, czyli praktyczną bezkarność mają we Francji z pańśtw UE kierowcy z Finlandii, Danii, Chorwacji i Bułgarii. Kraje te nie przkazują Paryżowi danych swoich kierowców.
Średnio w przypadku obcokrajowców Francuzom udaje się ściągać 70% sum za wystawione mandaty. Niewiele mniej, niż w przypadku tubylców, którzy płacą swoje kary prawie w 80%.
Źródło: France Info