
Jak widać nie ma sprawiedliwości w tym kraju, w czasie kiedy jedni muszą płacić gigantyczne podatki, drudzy ich unikają. Dino i Biedronka to dwie sieci supermarketów, które zapłaciły gigantyczną kwotę podatku w ubiegłym roku. W tym czasie np. zamykające sklepy Tesco twierdzi, że więcej w Polsce inwestuje niż zarabia.
Nie od dziś wiadomo, że mali i średni przedsiębiorcy, którymi są głównie Polacy, są w naszym nieszczęśliwym kraju gnębieni, a w tym samym czasie duże sieci unikają płacenia podatków. Prawo nasze jest jak pajęczyna, bąk się przeciśnie, ugrzęźnie muszyna, jak pisał Andrzej Frycz Modrzewski.
To sprawia, że konkurencja pomiędzy podmiotami jest nierówna i duże zagraniczne sieci mają łatwiej, blokując rozwój polskich sieci, choć nie uniemożliwiając. Sklepy spod szyldu Dino są najlepszym przykładem, że ogromnym nakładem sił i środków można się przebić.
To właśnie Dino zapłaciło pazernemu fiskusowi ponad 50 milionów złotych z tytułu podatku CIT. To kwota zbliżona do tej, którą zapłaciła ponad dwukrotnie większa spółka Eurocasch (m.in. Delikatesy Centrum i ABC). Największy podatek w wysokości ok. pół miliarda złotych rocznie płaci obecnie Biedronka.
Gdyby jednak ktoś chciał robić zakupy w sieciach, które unikają płacenia podatków, to należą do nich: Tesco, Auchan, Makro oraz Aldi. Podatki natomiast płaci, i to w dużej wysokości w stosunku do swych przychodów, niemiecki Rossmann, który w ubiegłym roku zapłacił blisko ćwierć miliarda złotych.
Zdecydowana większość firm płacze i płaci podatki w wysokości wielu milionów złotych, co zazwyczaj stanowi niespełna jeden procent ich przychodów. Do takich sklepów należy między innymi Lidl, który zapłacił blisko sto milionów podatku, czy spółka LPP (m.in. House, Cropp, Reserved), która w ubiegłym roku odprowadziła 145 milionów złotych podatków.
Źródło: Polska The Times/NCzas