Francja wyrównuje porachunki z Bolsonaro. Najpierw nagłaśniają pożary w Amazonii, a teraz chcą bojkotować produkty z Brazylii w imię ochrony klimatu

Pole uprawne Fot. Ilustr. Twitter
REKLAMA

Bojkot importu z Brazylii doskonale wpisuje się w działania prezydenta Francji Macrona, włącznie z zawieszeniem umowy o wolnym handlu. Prowadzi on już niemal prywatną wojnę z prezydentem Bolosnaro.

We Francji opublikowano apel 45 deputowanych lewicy i 17 organizacji pozarządowych wzywających do zakazu importu produktów, które powstają na wylesianych terenach puszczy amazońskiej. Ciekawe tylko jak będą je identyfikowali?

REKLAMA

Nie ma wątpliwości, że to kolejna „zagrywka” Paryża w wojence propagandowej z Brazylią. Zaczęło się od pożarów, doszło do krytyki urody prezydenckich żon, porad wyboru mądrzejszych przywódców, a nawet do krytyki plastikowych długopisów jednorazowych francuskiej firmy BIC. Teraz ma być jeszcze groźba bojkotu.

Apel ukazał się w „Journal du Dimanche” i wykorzystuje temat ekologii do wprowadzenia zakazu importu brazylijskiego mięsa i soi, która ma być uprawiana na wylesianych obszarach tego kraju. Podpisało go 17 organizacji pozarządowych i 45 deputowanych, co daje pretekst do działań rządu i prezydenta.

Brazylia to największy eksporter na świecie wołowiny, a sygnatariusze chcą w tej sprawie poparcia całej UE i zakazu importu. Pod argumentacją o obronie ekosystemów i lasów znajdują się jednak interesy miejscowego rolnictwa, które nie jest w stanie wygrać z Brazylią na wolnym rynku. Tylko po co ta hipokryzja?

Podpisy pod apelem złożyli deputowani wspierający w większości rząd, od socjalistów, przez prezydencki LREM, po centrolewicowe MoDem i UDI. Organizacje pozarządowe to w większości „użyteczni idioci”, gotowi wesprzeć każdą lewicową inicjatywę.

W odpowiedzi rolnicy Brazylii przypominają, że w kraju Macrona areały uprawne zajmują 51% gruntów, a w Brazylia tylko 8%. W dodatku tutejsze rolnictwo nie musi być subsydiowane.

Źródło: JDD

REKLAMA