
Na ulicach miast Algierii trwają od miesięcy protesty. Jednak to ultimatum ze strony armii – wyboru prezydenta do końca tego roku – postawiło na baczność polityków tego kraju. Tymczasem po odejściu 2 kwietnia schorowanego Abdelaziza Boutefliki, sytuacja jest patowa.
Aby dotrzymać zgodnie z konstytucją terminu wyznaczonego przez armię, trzeba podjąć przygotowania do wyborów jeszcze przed 15 września.
Tymczasowy prezydent prezydent Abdelkader Bensalah jest oskarżany przez demonstrantów o bycie marionetkę w rękach armii. Numer 1 to w rzeczywistości szef sztabu gen. Gaid Salah, ale też odrzucany przez społeczeństwo.
Armia wyznaczając szybki termin wyborów daje znać, że nie będzie dłużej popierała prowizorki i nie widzi innego wyjścia z kryzysu jak wybory. Stawia to Salaha w trudnym położeniu, bo jego start w wyborach wywoła po prostu społeczne niepokoje i zamieszki.
Niektórzy uważają, że gen. Gaid Salah będzie zmuszony do rezygnacji. Ostatnio atakował go przebywający na emigracji w Hiszpanii b. minister obrony gen. Khaled Nezzar. W atmosferze protestów organizowanych w każdy piątek, trudno jednak wyłonić poważnego kandydata.
Źródło: AFP