W należącej do Indonezji prowincji Papua nie ma spokoju. Lider separatystów wzywa do referendum

Papua Fot. Twitter

Przywódca ruchu niepodległościowego Papui Zachodniej Benny Wenda wezwał do „wolnego i demokratycznego referendum” w sprawie przyszłości tej prowincji pod egidą ONZ. Wenda obawia się dużego „rozlewu krwi” po tygodniach zamieszek.

Demonstracje i zamieszki, które wstrząsnęły Papuą, już przyniosły pierwsze ofiary. Rewolta w należącej do Indonezji części wyspy Nowej Gwinei zaczęła się 19 sierpnia. Poszło zatrzymanie papuaskich studentów i rasistowskie uwagi pod ich adresem w indonezyjskich mediach.

„Potrzebujemy interwencji ONZ” – mówi dziś Benny Wenda ze Zjednoczonego Ruchu Wyzwolenia Zachodniej Papui, który przebywa po ucieczce z więzienia w 2002 roku na emigracji w Wielkiej Brytanii. Twierdzi, że obawia się krwawych represji, bowiem Dżakarta wysłała do tego regionu około 6000 dodatkowych żołnierzy i policjantów.

Rząd nałożył również blokadę na internet i cenzuruje nadsyłane stamtąd informacje. Region jest bogaty w surowce i wątpliwe, by Indonezja zechciała z niego rezygnować. Ta była kolonia holenderska została włączona siłą do Indonezji po bardzo krótkim okresie po ogłoszeniu przez te region niepodległości.

Papuasi są w przeważającej mierze chrześcijanami i chcieliby oderwania od muzułmańskiego protektora. Władze Indonezji w tym tygodniu wykluczyły jakiekolwiek referendum i nazwały Benny’ego Wendę „podżegaczem wojennym”. Według rządu w ostatnich tygodniach zginęło pięciu cywilów i jeden żołnierz, a 15 mieszkańców i dwóch policjantów zostało rannych. Lokalne media podają znacznie większe liczby ofiar.

„Nie wygramy wojny z armią indonezyjską” – mówi Benny Wenda, „nasza broń jest pokojowa i jest to referendum”.

Źródło: AFP/ Le Figaro