Zaskakujący efekt reformy PiS. Rodzice coraz chętniej wybierają szkoły prywatne i katolickie

Dzieci w prywatnej szkole. / foto: Flickr
Dzieci w prywatnej szkole. / foto: Flickr

Prywatna edukacja, a także edukacja domowa przynosi dużo lepsze od tej państwowej. To jest dość oczywiste dla każdego, kto myśli. Jednak dla naszych kochanych socjalistów zdaje się to być odkryciem na miarę nagrody Nobla.

Nowy rok szkolny zaczął się z poważnymi problemami w wielu szkołach, gdzie ze względu na podwójne roczniki doszło do przepełnienia i licznych klas, w których nauczyciele po prostu nie mają szans interesować się uczniami. Z drugiej strony są szkoły, w których nie ma uczniów, a których utrzymanie kosztuje nas miliony złotych.

System państwowej edukacji jest nie tylko niewydolny ekonomicznie, ale także gorszy z punktu widzenia uczniów. – Tato, oni naprawdę byli zainteresowani tym, co my robimy. Słuchali nas i zadawali pytania. To chyba nie byli nauczyciele – opowiada dwójka uczniów, zachwycona pierwszym dniem w prywatnej szkole.

W ciągu dwóch ostatnich lat znacząco wzrosło zainteresowanie Polaków prywatną edukacją. Od 2017 roku liczba prywatnych szkół podstawowych wzrosła aż o 22 procent, podczas gdy przyrost państwowych szkół tego szczebla wyniósł zaledwie kilka procent.

Okazuje się zmiany w edukacji wprowadzone przez PiS mogą mieć zaskakujący, pozytywny efekt. Tym jest przykład uczennicy z Warszawy, która nie dostała się do żadnej szkoły, a rodzice postanowili nie posyłać jej na słabsze kierunki w rekrutacji uzupełniającej, ale rozpocząć edukację domową.

Ponadto uczniowie ze szkół państwowych przenoszą się do prywatnych szkół katolickich, które również przeżywają renesans. Jak deklarują rodzice uczniów, którzy zdecydowali się na takie przeniesieni dzieci, wiązało się to także ze wzrostem poziomu nauczania.

Na palcach mogę policzyć sytuacje, gdy zadaje się im klasyczne prace domowe, wszystko robią w szkole – opowiada matka jednej z uczennic ze szkoły katolickiej. – To właściwie szkoła chrześcijańska, nie katolicka. Religii jest tu tyle, ile w placówkach publicznych. Różnica polega na tym, że to przedmiot obowiązkowy.

Szansą na posłanie dzieci do lepszych prywatnych szkół dla wszystkich rodziców byłby „bon edukacyjny”, którego wprowadzenie postuluje obecnie Konfederacja.

Rozwiązanie takie polega na przekazaniu rodzicom określonej kwoty w formie bonu, którą mogą oni wykorzystać w wybranej przez siebie szkole – w tym w prywatnej lub katolickiej. Przy obecnych nakładach na oświatę oznaczałoby to ponad 1000 złotych na każdego ucznia.

Dziś rodzice również mogą wybrać szkołę prywatną. Jednak bez względu na to czy poślą dziecko do szkoły publicznej czy nie pieniądze na ten cel i tak są im zabierane w podatkach. To sprawia, że tylko bogatsi rodzice mogą sobie pozwolić na prywatną edukację, jest to rozwiązanie dyskryminujące wobec biedniejszych.

Program bonów edukacyjnych – dostępny wszystkim rodzicom – stworzyłby ogromny zasób pieniędzy szukających dobrej oświaty. Pobudziłoby to znacznie konkurencję i innowacyjność, wywarłoby to presję na poprawę szkół publicznych, które przecież mogłyby istnieć w systemie bonów obok tych prywatnych.

Szkoły publiczne byłyby zmuszone znacząco polepszyć jakość i obniżyć koszty. W przeciwnym razie straciłyby wszystkich swoich klientów na rzecz alternatyw zapewnianych przez sektor prywatny, oferujących dzieciom nie tylko lepsze wykształcenie, ale też w korzystniejszej cenie.

Źródło: onet.pl/nczas.com