Dał nam przykład Orban, jak edukować mamy. Na Węgrzech stawiają na prywatne szkolnictwo katolickie

Sala lekcyjna, zdjęcie ilustracyjne fot. pixabay.com
Sala lekcyjna, zdjęcie ilustracyjne fot. pixabay.com

W czasach komunistycznych rozwiązano na Węgrzech katolickie szkolnictwo, które odbudowywano dopiero po 1990 roku. W czasach komunizmu w formie listka figowego prowadzono zaledwie 8 szkół. Dopiero w lutym 1990 roku ustawa pomiędzy państwem komunistycznym a kościołem z 1950 roku została unieważniona, rozwiązano ruch „księży pokoju” oraz przywrócono możliwość działania zakonom.

Obecnie szkolnictwo katolickie w tym kraju przeżywa rozkwit. Jak poinformował u progu roku szkolnego węgierski wicepremier Zsolt Semjen, od 2010 roku liczba placówek oświatowych prowadzonych przez Kościół podwoiła się.

Pastwo wspomaga katolicki system oświatowy, które stanowi 13% oświaty publicznej. Budapeszt gratuluje sobie, że w czasach, kiedy niemal w całej Europie spada liczba chrześcijańskich szkół i uczących się w nich dzieci, Węgry powstrzymały taki trend.

Według informacji przekazanych przez Mariannę Barcsak, kierowniczkę Katolickiego Instytutu Pedagogicznego, szkolnictwo katolickie na Węgrzech rozwija się doskonale. Biorąc pod uwagę przedszkola, szkoły podstawowe, gimnazja i szkoły muzyczne jest już około 700 placówek edukacyjnych i 130 tys. uczniów.

Rząd dostrzega, że katolicka oświata wzmacnia i buduje naród oraz wspólnotę. Dwa lat temu przeznaczono 46 mln euro na odnawianie kościelnych placówek oświatowych.

Po latach dechrystianizacji 53 proc. mieszkańców Węgier deklarowało się jako wierzący, z czego 97 proc. to chrześcijanie, a wśród których najwięcej, bo 72-73 proc. to katolicy.

Poza tym Węgry przeżywają te same problemy co Polacy. Opozycja atakuje tamtejszy Kościół za przypadki pedofilii, a nauczycieli namawiano do strajków antyrządowych jeszcze w 2016 roku.

Źródło: PCh24/ Nasz Dziennik/ wPolityce