Partia Zwierząt wystawi swe osobne listy w wyborach we Francji. Nakłaniają wyborców zdjęciami kotków i piesków

Pies i kot - zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
Pies i kot - zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay
REKLAMA

Partia Zwierząt wystawi swoje „niezależne listy” w wyborach lokalnych w marcu 2020 r. Mają pieniądze, bo w wyborach do PE osiągnęli niezły wynik 2.2%, co daje im prawo do dotacji z kasy publicznej.

Wynik „Animalistów” był dużym zaskoczeniem, ale partia ta wykazała się w kampanii sporym sprytem. Zamiast pokazywać na plakatach i ulotkach twarze ludzi, publikowano tam sympatyczne wizerunki różnych zwierzaków.

REKLAMA

Ludzie lubią zwierzęta, a w czasach tak częstej ich antropomorfizacji ten numer marketingowy „wypalił”. Chociaż nikt nie znał nazwisk działaczy Partii Zwierzęcej to część elektoratu, która za politykami nie przepada, oddawała swój głos widziane na banerach pieski, czy kotki.

Powtórzenie tego zabiegu w wyborach lokalnych może się nie udać. Tutaj wyborca może chcieć zobaczyć twarz kandydata i poznać jego poglądy. W końcu trudno uwierzyć, by kwestie śmieci, czy komunikacji załatwiły nam akwariowe rybki, czy morskie świnki. W Paryżu symbolem lokalnego zwierzęcia mógłby zresztą zostać np. coraz bardziej tu rozpowszechniony szczur, który już tak sympatyczny nie jest.

Współzałożycielka Partii Zwierząt Hélène Thouy wyklucza sojusze z innymi partiami, nawet z Zielonymi z Europe Ecologie Les Verts (EELV). Chcą budować „nową siłę polityczną”. W dodatku całkiem sprytnie, uważają, że przyjaciół zwierząt znajdzie się nie tylko na lewicy, ale wśród ludzi o „wszelkich wrażliwościach politycznych”.

Wybory do PE nie są przez Francuzów traktowane całkiem poważnie, bo wielu z nich nie dostrzega ciągle wpływu Brukseli na ich życie. Dlatego też głosują często na partie egzotyczne. Po przyszłorocznych wyborach lokalnych może się okazać, że „animaliści” byli partią jednego sezonu, chociaż Francuzi zwierzęta naprawdę lubią.

REKLAMA