Korwin-Mikke ostro o bałaganie w edukacji. „JAK, do jasnej cholery, doszło do tego?”

Janusz Korwin-Mikke. / foto: PAP
Janusz Korwin-Mikke. / foto: PAP

Co i raz w ostatnim czasie docierają kolejne informacje o zamieszaniu w edukacji. Sieć obiegają na przykład zdjęcia planów, w których dzieci mają zajęcia do 19. Okazuje się, że z podobnym problemem spotkały się dzieci Janusza Korwin-Mikkego.

W swym najnowszym felietonie na łamach „Super Expressu” Korwin-Mikke pisze o problemach w polskiej edukacji. Po pseudo-reformie i powrocie gimnazjów okazało się, że jedne szkoły stoją puste, w innych z kolei brakuje miejsc w salach.

W związku z tym część uczniów musi mieć zajęcia nie od 8, ale np. od 13 i kończą je koło 19, czyli w czasie dawnej dobranocki. – Tego, co zrobiła p. Zalewska po prostu ZROZUMIEĆ NIE POTRAFIĘ – pisze Korwin-Mikke.

Ja myślę systemowo. Rok temu w Polsce była pewna liczba uczniów i pewna liczba sal szkolnych. Ci uczniowie w tych salach jakoś się mieścili. Obecnie sal jest tyle samo, a liczba uczniów też jest mniej-więcej taka sama – kontynuuje.

Więc JAK, do jasnej cholery, doszło do tego, że obecnie uczniowie nie mieszczą się w klasach, a moje dzieci chodzą w kratkę: a to na 8.mą, a to na 11.tą, a to na 13.tą? – pyta lider Konfederacji.

Korwin-Mikke słusznie zauważa, że taka sytuacja może wynikać z tego, że gdzieniegdzie jest niedobór uczniów. – Zatem – przynajmniej w większych miastach – wystarczy by np. liceum wynajęło od szkoły podstawowej kilka sal – i po problemie – uważa były europoseł.

Korwin-Mikke przytacza też słowa Śp. Stefana Kisielewskiego, iż „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się problemy… nie znane w żadnym innym ustroju!”. – Otóż tu tego „problemu” rozwiązać nie można. No: nie można – i już – dodaje.

Rozwiązanie jest jedno, bardzo proste: zlikwidować MEN, urzędników i kuratorów posłać na grzybki, sprywatyzować szkolnictwo – i, aby każdego było stać na szkołę, wprowadzić bon edukacyjny. I tyle – podsumowuje prezes partii KORWiN.