
„Extinction Rebellion”, ruch radykalnych ekologów zamierza październiku sparaliżować wiele miast na całym świecie. O ich bojówkarskich metodach działania przekonali się już mieszkańcy Zurichu i Londynu.
„Extinction Rebellion” istnieje dopiero od roku. Chociaż powstał on w Wielkiej Brytanii, działa na terenie 70 państw. Jej najbardziej spektakularną akcją było zabarwienie wody w rzece Limmat w Zurychu na zielono. Następnie jej przedstawiciele pływali na jej powierzchni udając martwych.
– Widzimy, że zwykłe demonstracje i podpisywanie petycji niewiele daje – mówi Annemarie Botzki z Niemiec.
– Dlatego wielu z nas gotowych jest pójść krok dalej w odwadze cywilnej i blokować miasta, żeby zwrócić uwagę na katastrofę klimatyczną – kontynuuje działaczka.
Ekolodzy z „Extinction Rebellion” nierzadko blokują również ruch drogowy. Chodzą po przejściach dla pieszych uniemożliwiając przejazd samochodom, przez co tworzą się gigantyczne korki. latem zablokowali londyńskie metro i lotnisko Heathrow
Co więcej, działacze organizacji często prowokują również policję, co z kolei prowadzi do ich zatrzymań. Tak było np. w Londynie, gdzie wskutek akcji zorganizowanej przez „Extinction Rebellion” parlament w 2019 r. symbolicznie ogłosił stan kryzysu klimatycznego.
Najbliższa akcja „Extinction Rebellion” jest zaplanowana we Frankfurcie nad Menem, gdzie trwają międzynarodowe Targi Motoryzacyjne IAA, z kolei 7 października protesty mają objąć miasta na całym świecie, m.in. Nowy Jork, Berlin czy Amsterdam.
Źródło: „Deutsche Welle”