Tak wygląda socjalizm! W kraju nie ma ani jednego dobrze funkcjonującego szpitala. „Władza leczy się za granicą”

Szpital w Harare Fot. Twitter

Lewicowy dyktator Zimbabwe zmarł niedawno w pięknym wieku 95 lat. Mógłby być wizytówką służby zdrowia swojego kraju, gdyby nie to, że w przypadku choroby leciał leczyć się do… Singapuru.

Podobnie zachowują się wszystkie elity tego kraju, chociaż wybierają placówki mniej kosztowne, np. w RPA. W samym Zimbabwe nie ma ani jednego szpitala, który nie miałby braków sprzętu, odcinanego czasowo prądu, wody. Do tego wszechobecny brud. Lokalni dygnitarze nie przychodzą tu nawet w odwiedziny. Niedawno wiceprezydent Constantino Chiwenga pojechał na lekką operację przełyku do…. Chin.

Mugabe chciał z systemu opieki zdrowotnej uczynić wizytówkę. Po 37 latach jego rządów szpitale kraju są w agonii. Brakuje podstawowego sprzętu, nawet lateksowych rękawiczek. W trakcie operacji mogą wyłączyć prąd. Szpitale są brudne, bo nie ma środków czyszczących. Brakuje personelu.

Doszło do tego, że pacjenci płacą za paliwo, jeśli korzystają z karetki pogotowia. Sami muszą też załatwić sobie lekarstwa do szpitalnego leczenia. W rankingu WHO system opieki zdrowotnej Zimbabwe jest na 155 miejscu na 190 uwzględnionych tam krajów.

Kryzys zaczął się z upadkiem światowego komunizmu. Blok sowiecki i Kuba przestały sponsorować pomoc. Opieka zdrowotna zawaliła się, tak jak system gospodarczy kraju. Nowy prezydent Mnangagwa ogłosił zasilenia budżetu zdrowia kwotą 600 tys. dolarów. Ma to przywrócić w miarę normalną pracę przynajmniej w 5 szpitalach kraju.

Źródło: AFP/ France Info