Nie dajmy się zwariować. Produkty „bio” bywają bardziej niebezpieczne dla zdrowia, niż te „chemiczne”

produkty bio fot. Twitter (BioManiac)

Okazuje się, że naturalne toksyny są czasami bardziej niebezpieczne, niż sztuczne chemikalia używane przy produkcji żywności. Francuska instytucja rządowa kontrolująca żywność właśnie wycofała z rynku wiele produktów „eko”.

DGCCRF to organ rządowy , który zajmuje się m.in. konkurencją rynkową i konsumpcją. Zadecydował on o wycofaniu z rynku m.in. mąki gryczanej „bio” i dużych partii „ekologicznej” fasolki szparagowej. „Organiczne” produkty zawierały zawierały między innymi nasiona datury, rośliny bardziej toksycznej, niż wiele środków chemicznych.

Ekologiczne partie żyta z Francji były ostatnio odrzucane przez służby sanitarne Belgii, ponieważ znaleziono w nich groźne dla zdrowia sporysz i grzyby. Bez glifosatu ani rusz.

Bez chemii ma być zdrowo, ale czy smacznie? Na stołówce szkolnej w Marsylii dzieci dostały ekologiczne brokuły, ale szybko wydłubały z nich gąsienice i zrobiło się nieestetycznie. Poza tym ich spożycie groziło biegunką.

Od początku tego roku DGCCRF zakwestionował szereg produktów „bio”: mleko i winogrona z pleśnią, produktu z „naturalnymi” toksynami, z drobnoustrojami, itp. Wszystkie miały jeden wspólny mianowik – były znacznie droższe od swoich „normalnych” odpowiedników.

Moda na „zdrową” żywność wywołała tymczasem prawdziwy wysyp produktów opisywanych terminami: „naturalny”, „lokalny”, czy „biologiczny”. Po drugiej stronie są produkty kojarzone z terminami:„toksyczny”, „chemiczny”, „syntetyczny”, „sztuczny”, a nawet „rakotwórczy”. Wybór wydaje się też „naturalny”…

Pod sztandarem ekologii politycznej trwa walka z „chemią”, która jednak roślinom pomaga. Francuski agronom Jean de Kervasdoué wyjaśnia, że pozostawione bez wsparcia rośliny same chronią się przed różnymi „agresorami” i mogą np. wytwarzać naturalnie substancje toksyczne. Te naturalne toksyny mogą być tak samo rakotwórcze, czy neurotoksyczne.

Znany toksykolog Bruce Ames jeszcze w 1990 r. wyliczył, że Amerykanin spożywał wtedy dziennie 1,5 g „naturalnych” toksyn, znacznie więcej, niż ich sztucznych odpowiedników. W zdecydowanej większości przypadków dawki naturalnych toksyn występujące w naszym pożywieniu jedynie w śladowych ilościach, ale twierdzenie, że „bio” jest zdrowsze, bo „ekologiczne”, to zdaniem wspomnianego Kervasdoué absurd. Jest tylko droższe…

Źródło: Le Point