Trump zwleka z odpowiedzią na działania Iranu. Arabia Saudyjska będzie musiała zapłacić za nie Amerykanom [VIDEO]

Donald Trump. Foto: PAP
Donald Trump. Foto: PAP

Prezydent Donald Trump powiedział w poniedziałek dziennikarzom, że USA mają wiele możliwości, jeśli chodzi o reakcję na sobotnie ataki na saudyjskie rafinerie, ale odmówił podania konkretnych informacji i zastrzegł, że nie obiecał Arabii Saudyjskiej ochrony.

Amerykański prezydent powiedział także, że Arabia Saudyjska będzie się musiała zaangażować militarnie w taki atak, a także zapłacić USA za jego wykonanie.

To był atak na Arabię Saudyjską, a nie na nas, ale z pewnością pomożemy – zapowiedział.

Trump zapowiedział także, że w najbliższych dniach do Arabii Saudyjskiej uda się sekretarz stanu Mike Pompeo.

Jednym z powodów odwlekania decyzji USA mogą być odbywające się we wtorek wybory w Izraelu. W przypadku ataku na Iran można się bowiem spodziewać, że zostanie Izrael zostanie zaatakowany w ramach uderzenia odwetowego.

Donald Trump czeka też zapewne na wyniki wyborów. Jeżeli zwycięży urzędujący premier Benjamin Netanjahu skłonność USA do działań militarnych będzie z pewnością wyższa niż w przypadku zwycięstwa opozycji w Izraelu.

Szef Pentagonu Mark Esper, który w poniedziałek rozmawiał telefonicznie z saudyjskim następcą tronu Muhammadem ibn Salmanem, zapewnił jednak księcia o pełnym wsparciu Waszyngtonu dla Rijadu po sobotnich atakach.

Esper napisał na Twitterze, że poinformował księcia Muhammada, iż armia amerykańska pracuje wraz z sojusznikami nad przygotowaniem stosownej odpowiedzi na ten „bezprecedensowy atak”.

Minister obrony USA wyjaśnił też, że uczestniczył wcześniej w specjalnym spotkaniu w Białym Domu z udziałem prezydenta i wysokiej rangi członków administracji, poświęconym sobotnim atakom.

Trump napisał wcześniej na Twitterze, że nie wierzy w zaprzeczenia Iranu dotyczące sobotnich ataków na saudyjskie rafinerie. USA i Arabia Saudyjska oskarżyły Iran o to, że stał za tymi atakami, czemu władze w Teheranie zaprzeczają.

Celem sobotnich ataków były instalacje naftowe koncernu Aramco w Bukajk i Churajs na wschodzie Arabii Saudyjskiej. Do ataków przyznał się wspierany przez Iran rebeliancki ruch Huti, walczący w Jemenie z siłami rządowymi; te z kolei wspiera koalicja pod przywództwem Arabii Saudyjskiej. Huti twierdzą, że do ataków użyli dronów.

Na użycie dronów wskazał także przedstawiciel sił Koalicji Arabskiej na czele której stoi Arabia Saudyjska, który jednak wykluczył iż zostały one wysłane z terytorium Jemenu.

Wysoki rangą urzędnik amerykański w rozmowie z agencją Reutera mówił jednak, że zakres i precyzja ataków wskazują, że zostały one przeprowadzone z Iranu, a nie z Jemenu.

Źródło: PAP/ABC News/nczas