Węszą spisek po śmierci Woźniak-Staraka. „Słyszałem wersję, iż został zamordowany w starannie zaplanowany sposób”

Piotr Woźniak-Starak. / foto: YouTube: NaTemat
Piotr Woźniak-Starak. / foto: YouTube: NaTemat

Czy to gorunc lata stulecia (tysiąclecia?), czy rosnąca temperatura przedwyborcza, czy może kontynuacja „okrągłego stołu” albo i wszystko razem do kupy w dialektycznych sprzecznościach „etapu” – dość, że trup znów pada często-gęsto: Brunon K., bokser Kostecki, wreszcie Woźniak-Starak.

Co do dwóch pierwszych denatów – sprawa jest dość jasna: po prostu seryjny samobójca, którego znamy z poprzednich „samobójstw”. Natomiast co do Wożniaka-Staraka (pasierba „jednego z najbogatszych Polaków”, który owładnął branżą farmaceutyczną, więc korzenie w WSI?…) – sprawa nie była jasna. Mnożyły się fantastyczne „spiskowe teorie kryminalne” i dopóki ciało nie zostało odnalezione w jeziorze – jakiś czas sobie żyły.

W ramach przyczynku do badań nad wyobraźnią Polaków, stymulowaną głęboką potrzebą prawdy po 45 latach rządów żydokomuny, po spisku „okrągłego stołu” i po – równie pięknej, co głupiej – podtrzymywanej legendzie o suwerenności Polski po traktacie lizbońskim, nadmienię tylko, że słyszałem już wersję, iż W.S. został zamordowany w starannie zaplanowany sposób, i wersję, iż został uprowadzony i wkrótce porywacze zażądają okupu…

Potrzeba transparentności w naszym życiu publicznym wcale nie traci siły i dynamiki w miarę gruntowania się brukselskiej demokracji. Zwłaszcza że pada także trup polityczny. Dla 200-procentowej transparentności na przykład PiS wyrzuca za burtę swej pirogi, na pożarcie krokodylom, dwóch murzyńskich chłopców: pana Kuchcińskiego i pana Piebiaka.

Pan Kuchciński nie złamał prawa, więc praworządność i legalizm poświęcone zostały dla zadowolenia nędznych zawistników; wprawdzie nie całkiem utonął, ale laskę (marszałkowską) krokodyle mu odgryzły; natomiast pan Piebiak powinien dostać order, a nie dymisję! Że kompromitował niektórych sędziów?

Że mało eleganckimi sposobami? Prawdziwa cnota krytyk się nie boi; jeśli ci sędziowie nie byli „nieskazitelni” – to chyba dobrze, że p.Piebiak informował o tym opinię publiczną, mniejsza jakimi sposobami? Bo co to za sędzia, na którego są utajnione haki i różni ludzie tymi hakami mogą się wobec niego posługiwać? „Nie powiemy, że masz kochankę, jeśli wydasz korzystny dla nas wyroczek”… Pan Piebiak zatem padł ofiarą obłudy – transparentność poświęcono dla hipokryzji.

Tymczasem nie jest transparentne, dlaczego prymas Polski, abp Polak, nie poparł abp. Marka Jędraszewskiego w jego trafnej diagnozie ideologii zboczeńców jako „tęczowej zarazy”. Poparli hierarchowie z Węgier, Czech, Słowacji i Ukrainy… Nie jest dobrze, gdy w Kościele nie ma transparentności: czy gender to „prawa człowieka” – czy grzeszne uroszczenia?

Zważywszy że za popieraniem ruchu zboczeńców stoi i Soros, i bezbożne lewactwo – niektórzy narodowi demokraci (endecy) pytają: czy Polak to Polak? Ciekawe, że pytania tego nie zadają na ogół chrześcijańscy demokraci (chadecy)! O ile sobie przypominam, kariera abp. Polaka jako kościelnego biurokraty związana była z archidiecezją gnieźnieńską, gdy pod abp. Muszyńskim (rejestrowanym „bez swej wiedzy i zgody”) urządzane były tam tzw. zjazdy gnieźnieńskie, z dużym udziałem Fundacji Adenauera, na których brylowała Róża Thun („von Händehoch”), de domo Woźniakowska…

Uczestniczyłem w kilku takich zjazdach i odnosiłem nieodparte wrażenie, że nie dokonuje się tam żadna wtórna ewangelizacja Europy, ale europeizacja tubylców w duchu brukselskiej politycznej poprawności. Kilka lat temu gazeta żydowska sugerowała nawet… kapelusz kardynalski dla abp. Polaka. Hm… – piękny promotor!

Kardynałem w Kościele katolickim może zostać zwykły ksiądz, nawet wikary. Może właśnie nadchodzą czasy, gdy potrzeba więcej kardynałów rekrutujących się ze zwykłych księży, a mniej spośród „kurialistów”? Byłoby to nawet –paradoksalnie – zgodne z tzw. duchem posoborowym, lansującym w Kościele „więcej równości i demokracji”…

JE prymas abp Polak nie dopatrzył się w filmie Sekielskiego „ręki podniesionej na Kościół” – jak zapewnił w wywiadzie udzielonym TVN. Kwestia spostrzegawczości?

W naszym słusznym umiłowaniu i poszukiwaniu transparentności trzeba dbać o to, co fotografowie nazywają głębią ostrości.