Spęd jak na pochód 1 maja. Politycy lewicy piorą mózgi dzieciom. Młodzież zamiast się uczyć, wykrzykuje głupoty na ulicach. „Młodzieżowy Strajk klimatyczny” odbył się w Polsce i na świecie

Foto: tter/Borys Budka
Foto: tter/Borys Budka
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!

„Nie chcemy mieszkać na Marsie”, „Nie czas żałować kasy, gdy płoną lasy”, „Nie damy sobie zabrać przyszłości” – z takimi hasłami na ulice polskich miast wyszły w piątek dzieci w ramach Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Oczywiście spęd urządzili nauczyciele, wyprowadzając dzieci ze szkół w ramach zajęć. Przyklaskiwali im lewicowy politycy.

W Warszawie protest rozpoczął się tuż po godzinie 10. Młodzież zebrała się na Placu Konstytucji, następnie ruszyła ulicą Piękną, przeszła obok Sejmu, następnie przez Plac Trzech Krzyży aż dotarła do Placu Defilad, gdzie o godz. 14 zaplanowano otwarcie Miasteczka Klimatycznego, a na godz. 20 koncerty.

Młodzież niosła transparenty z hasłami m.in.: „Nie czas żałować kasy, gdy płoną lasy”, czy też „Nie ma rodziny, zwierząt i wakacji na martwej planecie”.

Oczywiście nie mogło zabraknąć tam polityków lewicy, którzy udawali, podobnie jak swego czasu matka niepełnosprawnych dzieci Iwona Hartwich startująca obecnie do Sejmu z listy POKO, że to nie jest protest polityczny.

Pojawili się tam m.in. Barbara Nowacka, Borys Budka (z POKO), Wanda Nowicka z Lewicy, Maciej Gdula z homo Wiosny, działacze międzynarodówki lewackiej z Amnesty International, pełno rożnych dziwaków spod znaku LGBTQWERTY, partii Razem, wszystkie Grinpisy itp. Skład jak na pochodzie pierwszomajowym.

Jedna ze zindoktrynowanych uczestniczek protestu mówiła, że na świecie mamy do czynienia z pożarami w Arktyce, na Syberii, czy Południowej Afryce. „Jedynie ograniczenie emisji dwutlenku węgla oraz międzynarodowa mobilizacja pozwolą nam ograniczyć katastrofalne w skutkach zmiany klimatu” – wskazywała. Zapewne nie zdawała sobie sprawy, że olbrzymie pożary lasów występują odkąd istnieją lasy, a lasy rosną własnie dzięki dwutlenkowi węgla.

Inna z uczestniczek straszyła, że już za 6 lat nie będziemy mieli co pić.

„W 2025 r. ponad połowie ludzi na świecie będzie brakować wody pitnej. To już za sześć lat” – wskazywała dziewczyna ze sceny. Zaznaczała, że „dostępność wody pitnej na mieszkańca Polski jest trzy razy niższa niż średnia w Europie” i przypomniała, że „w Skierniewicach latem zwołano w czerwcu sztab kryzysowy, bo w kranach zabrakło wody”.

Wygląda na to, że nikt dziewczynie nie wyjaśnił, że wody w Skierniewicach zabrakło okresowo z kilku powodów: nastąpił nagły wzrost zużycia czego nie przewidzieli odpowiedzialni za dostarczanie wody, studnie są mało wydajne bo od lat nie były czyszczone a ponadto jak powiedział prezes skierniewickiego Wod-Kanu „wywaliło nam trzy studnie, w rejonie Waryńskiego i Sierakowickiej.”

Poza stolicą manifestowała także młodzież w innych miastach Polski. Około 100 osób wzięło udział w marszu w Rzeszowie, ulicami Kielc przeszło blisko 300 osób, podobna liczba manifestantów była w Lublinie, Łodzi i Katowicach. W Poznaniu było tysiąc osób, a w Krakowie ok. 2 tys. osób.

Nie można się oprzeć wrażeniu, że cała impreza jest inspirowana politycznie. Protestujący ani słowem nie zająknęli się na temat ostatniej awarii kanalizacji ściekowej do warszawskiej oczyszczalni Czajka. Najwyraźniej tak przyziemne problemy jak miliony hektolitrów ścieków w Wiśle, czy awaria spalarni osadów w Czajce, nie przeszkadzają młodzieży – ważniejsza jest emisja dwutlenku węgla.

Wiadomo powszechnie, że za ograniczeniem emisji CO2 lobbują kraje bardziej rozwinięte jak Niemcy czy Francja, które w ten sposób chcą przydusić rozwój takich państw jak Polska.

Współorganizatorka poznańskiej pikiety Wiktoria Jędroszkowiak powiedziała PAP, że protestujący oczekują m.in. ogłoszenia w Polsce „stanu kryzysu klimatycznego”. „Irlandia przyjęła taki stan, wiemy, że to działa i wpływa np. na legislację w danym państwie” – dodała Jędroszkowiak.

W dniach 21-23 września w Nowym Jorku odbędzie się Szczyt Klimatyczny ONZ, który – jak podkreślali uczestnicy Młodzieżowego Strajku Klimatycznego – ma zadecydować o dalszych losach naszej planety.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny wypracował sześć głównych postulatów, w których m.in. wzywa rząd polski, by oficjalnie uznał katastrofę klimatyczną poprzez ogłoszenie stanu kryzysu klimatycznego; domaga się prowadzenia polityki klimatycznej w oparciu o aktualne stanowisko nauki wyrażone w najnowszych raportach Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), powołanego przez ONZ; domaga się zawarcia kompleksowej i aktualnej wiedzy o mechanizmach kryzysu klimatycznego w podstawie programowej na wszystkich szczeblach edukacji, a także przyjęcia przez parlament RP ustawy powołującej ekspercką i niezależną Radę Klimatyczną, której zadaniem będzie opracowanie strategii osiągnięcia neutralności klimatycznej Polski do roku 2040 oraz kontrola realizacji tej strategii. Ustawa ta miałaby być stworzona przy aprobacie środowiska naukowego i przy szerokich konsultacjach społecznych.

Ciekawe, że młodzież domaga się takiej rozbudowy biurokracji… Wiadomo dla kogo mają to być stanowiska. A jak chce się dbać o środowisko to najlepiej zacząć od siebie a nie od powoływania nowych rad.

Źródło: PAP