Cwikła: Siedząca cicho „opcja prolife w PiS” niczego nie będzie w stanie zrobić. By twierdzić inaczej, trzeba być naiwnym albo wynajętym

Jarosław Kaczyński w Sejmie/fot. PAP/Tomasz Gzell
Jarosław Kaczyński w Sejmie/fot. PAP/Tomasz Gzell

Od kilkunastu dni krąży powtarzana jak mantra teza, że należy głosować na „posłów prolife w PiS”, bo innego sposobu na zwiększenie ochrony życia w Polsce nie ma. Mantra ta jest powtarzana tym silniej, im więcej pada jasnych deklaracji, że PiS niczego zmieniać w tej kwestii nie będzie.

Już kiedyś wspominałem, że szukanie opcji prolife w PiS to w najlepszym razie naiwność. Przy najbardziej optymistycznym scenariuszu, w razie procedowania projektu „posłowie prolife w PiS” zagłosują jak należy. Ale pozostali nie. I nie oszukujmy się – tych drugich będzie więcej.

Obecnie szuka się poszczególnych kandydatów na posła, którego można zakwalifikować jako rzekomo za życiem. Szukanie to jest robione na siłę. Ostatnio pod hasłem „posłowie prolife w PiS” zaproponowano Bartłomieja Wróblewskiego, który w sprawie „Stop aborcji” nie głosował. Jeszcze trochę, i jako „poseł prolife w PiS” wystąpi laureat Heroda Roku 2016 Jarosław Kaczyński.

A dlaczego właściwie w cudzysłowie umieszczam całą frazę „posłowie prolife w PiS”? Bo na serio nie ma tam takich posłów. Partia ta obecnie reprezentuje w kwestii życia dokładnie ten sam kierunek, jaki reprezentowało PO w czasach, gdy PiS był w opozycji, za co zresztą zwolennicy Kaczyńskiego wyzywali ekipę Tuska od dzieciobójców.

Jeśli ktoś rzeczywiście jest za życiem, odchodzi z partii jawnie i uporczywie zezwalającej na mordowanie dzieci. Proste. Jak ktoś może powiedzieć, że jest za życiem, skoro należy do ugrupowania, którego premier mówi o „zwyciężaniu zła dobrem” poprzez obecną ustawę aborcyjną? – Czy zabijanie 1000 dzieci rocznie w państwowych szpitalach jest zwyciężaniem zła dobrem? – pyta słusznie Fundacji Pro.

Jak można łudzić się, że cokolwiek w PiS może być za życiem, skoro ministrem rodziny została Elżbieta Witek, która blokowała projekt „Zatrzymaj aborcję”? Jak można wierzyć w „opcję prolife” w ugrupowaniu, gdzie żaden z posłów nie wystąpił z partii po tym, gdy rządzący – do spółki z Platformą po raz kolejny – uwalili projekt „Stop aborcji”?

Pamiętajmy też o realiach. PiS ma duże poparcie w sondażach i jeśli nawet założymy, że „posłowie prolife w PiS” nie są wytypowani przez władze partii, ale w jakiś pokraczny i nieudolny sposób naprawdę uważają się za obrońców życia, to wejście jednego posła będącego za życiem oznacza wejście dwóch, a może i trzech, którzy zrobią tak, jak zażyczy sobie prezes. Uroki metody liczenia d’Hondta.

A ja sam mam wrażenie, że zdecydowana większość „posłów prolife w PiS” to grupa koncesjonowana, których lansują koncesjonowani pracownicy medialni. Bo w dniu ogłoszenia najnowszego programu PiS ktoś mógł sądzić, że „może coś się zmieni”. Ale zapowiedzi Dworczyka, Fogla czy też samego Morawieckiego (który bez mrugnięcia okiem mówi o „zwyciężaniu zła dobrem” poprzez legalne mordowanie tysiąca podejrzanych zaledwie o niepełnosprawność dzieci rocznie) powinny pozbawić złudzeń każdego człowieka dobrej woli.

Dlaczego więc tak usilnie wałkuje się to naiwne hasło o „opcji prolife w PiS”? Odpowiedź znajduje się w tym nagraniu.

Dominik Cwikła