Sportowcy ostro krytykują lekkoatletyczne MŚ w Katarze

Doha 2019. Foto: BBC print screen
Doha 2019. Foto: BBC print screen
REKLAMA

Klimatyzowany stadion stanowi ochronę dla sportowców i kibiców, ale już zawody organizowane poza nim okazują się gehenną. 30 stopni Celsjusza i 75% wilgotność namieszała w kobiecym maratonie, czy chodzie.

„Mają nas za idiotów!” – oburzał się mistrz świata z 2017 r. w chodzie na 50 km marszu Francuz Yohann Diniz. Upał w Douha powodował krańcowe wyczerpanie niektórych zawodników. Francuz chodu nie ukończył.

REKLAMA

Konkurencję chodu wygrał Japończyk Ysuke Suzuki, ale jego czas był gorszy od rekordu świata o ponad… pół godziny. Czternaście omdleń w chodzie zanotowano na 46 startujących zawodników. Wśród pań 6 na 23 zawodniczki.

Słowacki mistrz olimpijski Matej Toth mówił: „Brałem udział w zawodach w Osace, gdzie doświadczyłem najtrudniejszych warunków na świecie, ale tutaj nie ma powietrza do oddychania.”

W sumie pomocy w ambulatorium musiano udzielić 30 sportowcom. Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyczna (IAAF) próbowała uspokoić, że „Trzydziestu sportowców przyjęto do centrum medycznego jako środek ostrożności”.

Zawody poza stadionem przeniesiono na godziny nocne, zwiększono ilość punktów dostarczania wody, rozstawiono wolontariuszy Czerwonego Krzyża co 200 m. Czy tak jednak powinna wyglądać sportowa rywalizacja? Sportowcy narzekali także na samą organizację zawodów w Katarze.

Źródło: L’Express

REKLAMA