
Szpitale w całej Polsce mają braki kadrowe. Są one tak poważne, że wiele oddziałów zawiesza działalność, w części zaś od miesięcy już są one zamknięte. A władza przekonuje, że „jest lepiej niż za PO”.
Kolejne szpitale w Polsce zamykają swoje oddziały albo zmieniają tryb pracy. Powodem są przede wszystkim braki kadrowe. Pacjenci czekają przez to długo w kolejkach i są przenoszeni do coraz bardziej oddalonych oddziałów.
Wczoraj z oddziału ginekologiczno-położniczego szpitala powiatowego w Zakopanem odeszli wszyscy lekarze, zaś działanie placówki zawieszone. Pracują jedynie pielęgniarki i położne. Pacjentki oddziału zostały przewiezione do innego szpitala albo wypisane.
Z kolei szpital Św. Jerzego w Kamieniu Pomorskim zamknął oddział ginekologiczno-położniczy oraz neonatologiczny już na początku roku. Pacjentki muszą jeździć do placówek w Gryficach, Świnoujściu, Goleniowie, Nowogardzie i Szczecinie.
Przez pół roku nie udało się też znaleźć chętnych do pracy chirurgów dziecięcych we włocławskim szpitalu. Porodówka w Mrągowie i oddział dziecięcy zostały również zawieszone. Problemy kadrowe trwają od dwóch miesięcy.
Podobne problemy są w całej Polsce: W Cieszynie, Bielsku-Białej, Radomsku, Makowie Podhalańskim, Rzeszowie, Barlinku, Wodzisławiu Śląskim, Głubczycach…
A co na to władza? Kontynuuje propagandę sukcesu i zaklinanie rzeczywistości.
– W czasie rządów Zjednoczonej Prawicy wyraźnie wzrosła liczba lekarzy i pielęgniarek: lekarzy o 11 tys., a pielęgniarek o 20 tys. Zwiększyliśmy o ponad 3 tys. liczbę miejsc na studiach medycznych. Rząd zwiększa też nakłady na służbę zdrowia – w tym roku ponad 100 mld zł w przyszłym 120 mld zł. W ciągu najbliższej kadencji podwoimy nakłady, które były za rządów PO-PSL – przekonywał podczas wczorajszej debaty w TVP Jacek Sasin.
Źródła: wp.pl/TVP