Szef pisma „Charlie Hebdo” oskarża lewaków o kolaborację z islamistami. We wstrząsający sposób opisuje terrorystyczny atak na redakcję

Karykatura Mahometa w "Charlie Hebdo". Fot. PAP/Panoramic

Laurent Sourisseau szef magazynu „Charlie Hebdo” opublikował książkę o radykalnym islamie i zamachu dżihadystów na redakcję, w którym zginęło 12 osób. Oskarża w niej lewice o tchórzostwo i kolaborację z islamistami.

Dziennikarz w książce „Jedna minuta, czterdzieści dziewięć sekund” we wstrząsający sposób opisuje atak islamistów na redakcję satyrycznego pisma. Zginęło w nim 12 dziennikarzy i pracowników. Część książki poświęca też analizie radykalnego islamu i postawy lewicy wobec muzułmanów zalewających Europę.

Sourisseau wprost nazywa lewicowców „kolabo” i „kolaborantami” radykalnych islamistów. Pisze, że są tchórzami i oportunistami. Twierdzi, że radykalni muzułmanie chcą uciszyć pismo, a elity z tchórzostwa nic z tym nie robią.

Pisze o różnych grupach, które biernie przyglądają się ekspansji skrajnego islamu: „fanatykach sekularyzacji” „trockisto-stalinistach” „donosicielach od islamofobii”. Wszystkich ich nazywa kolaborantami islamu.

Wcześniej w rozmowie z magazynem „Le Point” mówił, iż po zamachu w 2015 roku redakcja została sama. – Gdybyśmy dziś znów opublikowali te rysunki (szydzące z islamistów – przyp. red) znów zostalibyśmy sami. Atak nie uczynił ludzi odważniejszymi. Wręcz przeciwnie – mówił.

Magazyn nadal publikuje szydercze teksty i rysunki, ale straciła swój dawny pazur. Pracownicy pisma wciąż otrzymują groźby, iż zostaną zabici. Sami dziennikarze przyznają, że po zamachu w 2015 roku, w którym zginęło 12 osób z redakcji nie mają już odwagi być tak radykalni w swych publikacjach jak wcześniej.