Francuski blamaż przy budowie elektrowni atomowej u siebie i w Anglii

Elektrownia Flamanville Fot. Wikipedia

Do niedawna Francja była potentatem w dziedzinie energetyki jądrowej. Teraz i to schodzi na psy. Właśnie doniesiono o problemach spawalniczych przy budowie reaktora jądrowego trzeciej generacji, zwanego EPR (europejski reaktor ciśnieniowy) we Flamanville. Ta inwestycja przejdzie do historii…

Decyzja o budowie zapadła jeszcze w 2004 r. Prace rozpoczęto w 2007 r., a skończą się… nie wiadomo kiedy. W Flamanville pracują już dwa reaktory, starszej, drugiej generacji. Trzeci blok miał być wizytówką francuskiego przemysłu nuklearnego.

Budowa miała kosztować 3,4 mld euro i być gotowa na rok 2012. Koszty jednak stale rosły. W 2010 było to już 5 mld., w 2012 zrobiło się 8,5 mld, w ub. roku 11 mld, a obecnie 12,4 mld euro. EPR z Flamanville to studnia bez dna, a w dodatku terminy jej oddania do użytku też są przesuwane, na razie opóźnienie wynosi 10 lat i chociaż mówi się teraz o roku 2022, to i ten termin nie jest zbyt pewny.

EDF ogłosił we wtorek 8 października, że wspomniane problemy spawalnicze to ponad miliard dodatkowych wydatków, co oznacza, że koszty budowy wzrosły już w sumie o 265%. Terminy mijają, a przekazanie do eksploatacji raczej nie nastąpi przed „końcem 2022 r.”.

To blamaż dla Francuzów, którzy uważali EPR za swój świetny produkt eksportowy. EDF ma również trudności na budowie reaktora w Anglii. Niedawno znowu „zrewaloryzowano” koszty konstrukcji o dodatkowe 3,3 miliarda euro dla dwóch konstruowanych reaktorów EPR w Hinkley Point. Anglików francuska myśl techniczna kosztuje już dwadzieścia miliardów funtów, około 24 miliardów euro.

Źródło: Ouest France