
Marek Falenta napisał list do „Gazety Wyborczej”. Skarży się w nim na warunki panujące w więzieniu, w którym odsiaduje wyrok za aferę podsłuchową. Dowiadujemy się m.in., że od czterech miesięcy przebywa w izolatce i nie widzi na lewe oko.
Falenta został skazany w aferze podsłuchowej na 2,5 roku więzienia. Odsiaduje wyrok na warszawskim Służewcu. Trafił tam po zatrzymaniu go w Hiszpanii, gdzie się ukrywał.
– Od 4 miesięcy przebywam w izolatce, za kratą przy otwartych drzwiach siedzą funkcjonariusze i obserwują mnie przez całą dobę. Temperatura w celi to około 10 stopni przez przeciągi z otwartych drzwi. Narażony jestem na ciągłe chorowanie i biorę antybiotyki. Mój konwój do innych miejsc np. sądów i Zakładów Karnych odbywa się w 8 funkcjonariuszy w pełnym uzbrojeniu z karabinami i często w kajdankach zespolonych – pisze Falenta.
Zwraca też uwagę na problemy zdrowotne. – Od 6 miesięcy proszę o wykonanie operacji oka. Przed pójściem do ZK wszystko widziałem. Teraz na lewe oko nic nie widzę. Jest na mnie wywierana presja psychiczna pod pozorem ochraniania mnie. Nikt nie potrafi uzasadnić, po co to robią. Dyrektor mówi, że takie ma zalecenia z Ministerstwa Sprawiedliwości i Centralnego Zarządu Służby Więziennej – dodaje Falenta.
Wcześniej Falenta groził, że w razie nie uwolnienia go z więzienia ujawni prawdę o podsłuchach oraz swoich politycznych mocodawcach.
Źródło: wyborcza.pl