Odpowiedź rządu PiS na kryzys w służbie zdrowia. Będą nas leczyć Ukraińcy i nie tylko

Operacja. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: Pixabay
Operacja. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: Pixabay

PiS spowoduje, że będą nas leczyć Ukraińcy i lekarze z innych krajów spoza UE. Takie są konsekwencje utrzymywania systemu ochrony zdrowia w obecnej postaci.

Możliwość leczenia bez nostryfikacji dyplomu i egzamin uprawniający do posługiwania się tytułem lekarza chce wprowadzić resort zdrowia – czytamy w czwartkowym wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej”.

Gazeta zwraca przy tym uwagę, że resort liczy, że w ten sposób zachęci do pracy w naszym kraju medyków spoza UE i że zostaną oni w Polsce.

„DGP przypomina także, że nowelizacja ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 537 ze zm.), której projekt przygotował zespół złożony m.in. z przedstawicieli środowiska rezydentów – choć miała kompleksowo uregulować proces kształcenia podyplomowego – na obecnym etapie dotyczy w głównej mierze zatrudniania lekarzy cudzoziemców. Do projektu przekazanego przez zespół resort dodał przepisy ułatwiające podejmowanie przez nich pracy w Polsce, a w najnowszej wersji, skierowanej do komisji prawniczej, znacząco się one rozrosły.

Wesprzyj VII Konferencję Prawicy Wolnościowej (kliknij w obrazek).
Wesprzyj VII Konferencję Prawicy Wolnościowej (kliknij w obrazek).

„Ustawa w głównej mierze dotyczy teraz zatrudniania lekarzy spoza UE” – powiedział dziennikowi Jarosław Biliński, przewodniczący zespołu, który pracował nad projektem. „Takie podejście świadczy o tym, że nie doceniamy własnego potencjału kadrowego” – wskazał.

„DGP pisze, że „już w wersji projektu, który pod koniec maja skierowano do konsultacji, pojawiły się przepisy dotyczące podejmowania pracy bez konieczności nostryfikowania dyplomu”. „Prawo wykonywania zawodu na określony czas (maksymalnie pięć lat) i w konkretnym miejscu (w placówce, która zgłosi takie zapotrzebowanie i gotowość zatrudnienia) wydawać będzie właściwa okręgowa rada lekarska (ORL)” – podaje gazeta.

„DGP” zwraca też uwagę, że w ostatniej wersji projektu, opublikowanej w tym tygodniu, pojawił się dodatkowo LEW – Lekarski Egzamin Weryfikacyjny (oraz LDEW dla dentystów). Ma on potwierdzać kwalifikacje zawodowe uprawniające do udzielania świadczeń zdrowotnych w Polsce – dla osób legitymujących się dyplomem spoza UE. Lekarz, który uzyskał prawo wykonywania zawodu po zdaniu LEW albo LDEW, nie będzie mógł jednak korzystać z możliwości, jakie daje nostryfikacja dyplomu.

„Resort zdrowia w uzasadnieniu nie ukrywa, że ma to być sposób na załatanie dziur kadrowych tam, gdzie jest zagrożenie zaprzestania działalności z powodu braku lekarzy specjalistów. Wskazuje też, że inne państwa unijne zachęcają tych samych lekarzy, którzy mogliby przyjechać do Polski, do podejmowania pracy w ich kraju, gwarantując na wstępie dużo wyższe wynagrodzenia. Taki uproszczony tryb, pozwalający na pracę tylko w Polsce, może być zatem sposobem na zatrzymanie ich w naszym kraju” – czytamy w dzienniku.

Gazeta podaje, że jest to też odpowiedź na potrzeby polskich lekarzy, którzy kończą studia za wschodnią granicą, ale chcą wrócić do Polski. Nie jest to na razie zbyt liczna grupa i są to przede wszystkim stomatolodzy.

Dziennik zauważa ponadto, że coraz głośniej mówi się o tym, że w Polsce pracuje wielu lekarzy z Ukrainy, ale z uwagi na to, że proces nostryfikacji dyplomu jest długi i kosztowny, zatrudniani są jako sanitariusze i opiekunowie medyczni. Nawet jeśli sami nie udzielają świadczeń, są w stanie wesprzeć pozostały personel – również merytoryczną wiedzą.

„Bardzo potrzebujemy kadry, szczególnie lekarzy gotowych już do pracy. Taka skrócona procedura na pewno jest więc potrzebna” – powiedział „DGP” Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Warto pamiętać o tym, że Polska ponosi wysokie koszty na edukację lekarzy, a Ci od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej wyjeżdżają do innych krajów Europy motywowani dużo wyższymi zarobkami. To jeden z ukrytych kosztów naszej integracji.

Problem się pogłębia, bowiem kolejne rządy nie robią nic by dokonać prawdziwej reformy służby zdrowia, a zajmują się jedynie „pudrowaniem trupa”.

Jedynym pomysłem na prezentowanym przez PiS, PO, SLD PSL i ich koalicjantów jest dosypywanie pieniędzy do systemu, który nie działa nie może przynieść satysfakcjonujących obywateli efektów.

Tylko Konfederacja ma propozycję, która całkowicie różni się od tego co proponują pozostałe partie, które znalazły się w Sejmie. Jako jedyne ugrupowanie nie podpisała Paktu dla Zdrowia 2030.

Politycy Konfederacji uważają, że należy sięgnąć po sprawdzone i co ważne tanie rozwiązania. Proponują aby zreformować nasz system opieki zdrowotnej na wzór Singapuru.

System ten wiąże pieniądze z wpłacającym je pacjentem. Składki nie trafiają więc do wspólnego budżetowego „worka” tylko są zapisywane na indywidualnych kontach. Istnieją też dodatkowe dobrowolne ubezpieczenia.

System opieki zdrowotnej jest w przeważającej mierze prywatny i zapewnia różne poziomy standardu opieki medycznej.

Taki system prowadzi także do wyższych zarobków dla lekarzy, co skutecznie zahamowałoby ich odpływ z kraju, a być może skłoniło część do powrotów.

Co ciekawe Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy także postuluje wprowadzenie takich właśnie rozwiązań.

Źródło: PAP/nczas