Głowę zamordowanej kobiety zakopała osobno jako „trofeum”. Prokurator żąda kary dożywocia dla „rzeźniczki” z Tuluzy

Młotek sądowy. Foto: Pixabay
Młotek sądowy. Foto: Pixabay
REKLAMA

Najwyższej kary możliwej we Francji zażądał prokurator w czasie procesu w Tuluzie dla Sophie Masali, którą nazwano „rzeźnikiem” z tego miasta.

Pani Sophie Masala w maju 2016 roku rozbiła czaszkę swojej koleżance z biura, a później pocięła jej ciało na drobne kawałki i zatopiła w kanale du Midi. Głowę zakopała w ogrodzie koło swojego domu. Prokurator uznał, że było to „morderstwo z zimną krwią i premedytacją” i zażądał kary dożywotniego więzienia.

REKLAMA

Proces odbywa się w sądzie departamentu Haute-Garonne. Masala ma lat 55. Jej ofiarą była 52-letnia Marilyn Planche, osoba wyjątkowo nieśmiała, prawie niewidoma i z poważnymi problemami ze słuchem.

W maju 2016 roku Marilyn Planche była na zwolnieniu chorobowym, po operacji chirurgicznej. Sophie Masala miała zaś być osobą z „chorobliwie zazdrosną”, hazardzistką, oszustką, defraudantką, byłą prostytutką i kleptomanką z problemami alkoholowymi. W mieszkaniu Planche doszło pomiędzy nimi do kłótni, w czasie której Masala rozbiła koleżance głowę butelką.

Później pocięła ciało i wrzuciła je do kanału. Zakopanie głowy w ogrodzie ekspert-psychiatra ocenił jako gest „zdobycia trofeum” przez morderczynię.

Adwokat Masali, pani Axelle Chorier, wyliczyła przed sądem długą litanię „okoliczności łagodzących” dla jej klientki. Miała ona mieć traumę z dzieciństwa, doświadczyć braku miłości ze strony matki, przeżyć mocno samobójstwo ojca, gdy miała 10 lat, doświadczyć napaści seksualnej ze strony dziadka i zaburzeń równowagi na widok licznych kochanków jej matki.

Było też o „klimacie przemocy domowej” i wychowaniu w „kulturze kłamstwa”. Sama oskarżona, dzień przed wydaniem wyroku powiedziała, że „czuje się jak potwór”.

Źródło: Ouest France

REKLAMA