„Żółte kamizelki” mają rok, ale próba ożywienie protestów w „akcie nr 50” raczej się nie udała

Policjant vs manfiestant "Żółtych Kamizelek". / foto: Twitter
Policjant vs manfiestant "Żółtych Kamizelek". / foto: Twitter
REKLAMA

Pierwsza rocznica protestów społecznych we Francji miała być okazją do ożywienie ruchu „żółtych kamizelek”. Jak w każdą sobotę od początku listopada 2018 roku zorganizowano demonstracje w wielu miastach kraju. Frekwencja była jednak średnia, a media ograniczały się do kilku suchych relacji.

W kilku miastach we Francji doliczono się po kilkuset demonstrantów. Tak było m.in. w Tuluzie, Saint-Etienne, czy Paryżu. W stolicy pojawił się jeden z przywódców ruchu Jerome Rodrigues. Manifestację wsparła grupa mieszkających we Francji Chilijczyków. W ich kraju trwa podobny społeczny protest.

REKLAMA

Późnym popołudniem w sobotę doszło do starć wokół Belleville (XIX i XI dzielnica). Policja użyła gazu łzawiącego, zamknięto „jako środek bezpieczeństwa” okoliczne stacje metra. Na rue de Belleville doszło też do kilku podpaleń pojemników na śmieci, ale były to raczej wybryki miejscowej chuliganerii.

500 osób protestowało w Saint-Etienne, które miało być „stolicą” tego aktu protestu. Doszło tam jednak do ograniczenia ruchu. Tam też policja użyła gazu. Rankiem na autostradach wokół Saint-Étienne zorganizowano prewencyjne kontrole żandarmerii.

Sceny przemocy wrosły w protesty „żółtych kamizelek” od początku. Zbrutalizowała się także policja. Na tym filmiku widać policjanta kopiącego staruszka i bijącego ludzi pałką:

REKLAMA