84-letni francuski rzeźbiarz-emeryt strzelał pod meczetem we Francji i ranił dwie osoby. Kim jest krewki staruszek?

Claude SInké i jego rzeźba Fot. Facebook
REKLAMA

W poniedziałek późnym popołudniem Claude Sinké, rocznik 1935 roku, podjechał autem pod meczet w Bayonne i najpierw usiłował podpalić jego drzwi wejściowe, a później oddał strzały do dwójki starszych muzułmanów z pistoletu Smith and Wesson.

Obydwie ofiary trafiły do szpitala, jedna została ugodzona w klatkę piersiową. Sinké zdążył wrócić do domu. Policja trafiła do niego po numerze na tablicy rejestracyjnej auta, który zanotowali świadkowie i kamery przemysłowe.

REKLAMA

Dom agresora w Saint-Martin-de-Seignanx (Landes) został otoczony i do akcji wkroczyła specjalna brygada ds. walki z przestępczością. Poddaje się bez oporu, chociaż ma przy sobie broń. Nigdy nie był notowany. Media wiążą go z Frontem Narodowym, ale sprawy są bardziej skomplikowane.

Claude Sinké był rzeczywiście kandydatem Frontu Narodowego w wyborach lokalnych w 2015 r. w kantonie landyjskim w Seignanx. Nie był jednak członkiem struktur partii. Okazał się za to znanym… rzeźbiarzem.

Sinké jest prezesem „Association of Friends of Arts Bayonne”, autorem dzieł o nędzy ludzkiej, a nawet osobą zaangażowaną w walkę o „prawa kobiet”. W sieciach społecznościowych atakował islamistów. Pisywał listy do polityków i ministrów, wydał książkę.

Sąsiedzi mówią, że w ostatnich czasach sprawiał wrażenie niezbyt zrównoważonego psychicznie i ogarniętego obsesją. Uważał, że go nie słuchano, odwiedzał z uwagami merostwo albo telefonował do mera i urzędników ze skargami. Są zdziwieni jego akcją, bo poruszał się już o lasce.

Od czasu przejścia na emeryturę po pracy na kolei, Claude Sinké zajął się rzeźbiarstwem i to z pewnymi sukcesami. Pisano o nim w lokalnej prasie i prezentowano jego dzieła. Został nawet prezesem stowarzyszenia „Przyjaciół sztuki w Bayonne”. W swojej książce pisał, że nie jest żadnym „rasistą”, ale obrońcą biednych ludzi.

Kilka dni przed atakiem Claude Sinké postanowił złożyć skargę na… prezydenta Macrona i kontaktował się w tym celu z adwokatem z Dax. Chpodziło o „łamanie praw człowieka” i „brak pomocy ludziom w stanie zagrożenia”. Wg adwokata jego korespondencja wskazywała na człowieka niezrównoważonego.

Sprawę usiłowano na początku upolitycznić. Szefowa Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen odcięła się od jakichkolwiek związków z napastnikiem i ostro potępiła zamach „jako absolutnie sprzeczny ze wszystkimi wartościami naszego ruchu”. Dodała, że ten czyn „należy traktować z najwyższą surowością”.

Lewicowy Jean-Luc Mélenchon potępił „prześladowanie muzułmanów” i mówił o „mowie nienawiści”. Atak potępił prezydent, stwierdzając, że „Republika nigdy nie będzie tolerować nienawiści”, Minister Spraw Wewnętrznych Castaner wyraził „solidarność i wsparcie” dla muzułmanów.

W rzeczywistości było to działanie niezrównoważonego, ale i wrażliwego emeryta, któremu po prostu na starość odbiło.

Źródło: Le Figaro

REKLAMA