W Polsce zapalają znicze na grobach, a we Francji… szkoły

Strażak. Obrazek ilustracyjny. Foto: fb/Straż pożarna
Strażak. Obrazek ilustracyjny. Foto: fb/Straż pożarna
REKLAMA

1 listopada w mieście Béziers zapłonęły dwie szkoły, średnia i podstawowa. Przybyli na miejsce policjanci i strażacy zostali zaatakowani kamieniami i „koktajlami Mołotowa”.

Wszystko zaczęło się około 10 wieczorem poprzedniego dnia, kiedy wezwano służby do pożaru, który wybuchł w opuszczonym budynku. Na miejscu zostali oni zaatakowani, a pożar przeniósł się na sąsiednią szkołę średnią, a później podstawową.

REKLAMA

Zamiast gasić pożar straż musiała się kryć przed kamieniami. Jeden z nich został ranny. Spokój w dzielnicy przywrócono dopiero rano, po interwencji specjalnych oddziałów interwencji – CRS.

Mer Béziers Robert Ménarda stwierdził, że jest wydarzeniami „oszołomiony, poruszony i zniesmaczony”. Jego zdaniem sprawcy zaatakowali symbol państwa, jakim jest szkoła. Według mera szkoła podstawowa będzie musiała być remontowana.

Nie jest to pierwszy taki przypadek w tej dzielnicy Beziers zamieszkałej w dużej części prze migrantów. Obiektem podpalenia był już np. osiedlowy plac zabaw. Menard jest politykiem prawicy, popieranym przez Zjednoczenie Narodowe Le Pen, Debout la République i Ruch na rzecz Francji. Po ataku mówi, że „Jedynym miejscem, które powinno być właściwe dla sprawców jest po prostu więzienie”.

Béziers to 70 tysięczne miasto w południowej Francji, w regionie Oksytanii, w departamencie Hérault. Niektóre osiedla należą jednak do tzw. „wrażliwych dzielnic” i są wylęgarnią przemocy. Właśnie z tego względu w tych okolicach duże sukcesy wyborcze odnosił właśnie Front Narodowy (Obecnie Zjednoczenie).

Głos w sprawie wydarzeń w Beziers zabrał też MSW Christophe Castaner, który napisał na Twitterze, że „spalenie szkoły jest aktem wymierzonym w Republikę” i potępił takie „niedopuszczalne czyny”. Szkoda tylko, że słowami nie idzie brak działań…

Źródło: Valeurs Actulles

REKLAMA