Burmistrz wywleczona z ratusza! Ścięto jej włosy i oblano farbą. Nasilają się protesty w Boliwii [FOTO]

Protesty na ulicach Boliwii / Fot. PAP
Protesty na ulicach Boliwii / Fot. PAP

W Boliwii od dwóch tygodni trwają antyrządowe protesty. Minionej nocy burmistrz miasteczka Vinto Patricia Arce z rządzącej partii Ruchu na rzecz Socjalizmu (MAS) została zaatakowana – obcięto jej włosy i oblano czerwoną farbą.

Ostatnie antyrządowe protesty miały miejsce Cochabamba, prowincji położonej w środkowej części Boliwii. W ich wyniku zginęła jedna osoba. Opozycja oskarża o śmierć ekipę rządzącą, z prezydentem Evo Moralesem na czele.

Lider opozycji, Carlos Mesa, sprawujący urząd prezydenta w latach 2003-05, stwierdził, że Limbert Guzman został „brutalnie zamordowany przez bojowników MAS, kierowanych przez rząd”. Obwinił również obecnego prezydenta o nakręcanie przemocy.

W akcie zemsty za śmierć Guzmana demonstranci zaatakowali miejski ratusz w Vinto. Wybili szyby, podłożyli ogień i wywlekli siłą z budynku burmistrz miasta, reprezentującą partię rządzącą, Patricię Arce. Przeczołgali ją kilkadziesiąt metrów do mostu, a tam kazali uklęknąć. Następnie obcięli jej włosy, oblali czerwoną farbą i zmusili do podpisania rezygnacji. Po kilku godzinach przekazali kobietę w ręce policji.

Patricia Arce z obciętymi włosami i oblana farbą / Fot. PAP
Patricia Arce z obciętymi włosami i oblana farbą / Fot. PAP

Prezydent Morales, który niecałe dwa tygodnie temu czwarty raz z rzędu wygrał wybory prezydenckie, oskarża opozycję o próbę zamachu stanu. Odrzuca również oskarżenia, jakoby on i partia MAS odpowiadały za śmierć Guzmana.

Młody mężczyzna stał się ofiarą przemocy wywołanej przez polityczne grupy zachęcające do nienawiści rasowej wśród boliwijskich braci – powiedział. To trzecia ofiara śmiertelna w ostatnich kilkunastu dniach.

Opozycja zapowiada natomiast, że na ratuszu w Vinto się nie zakończy. Szykuje marsz na pałac rządowy i wręczenie dokumentu zmuszającego do rezygnacji obecnemu prezydentowi.

Niejasności wokół wyników wyborów

Uliczne protesty, paraliżujące duże miasta w Boliwii wybuchły po ostatnich wyborach prezydenckich. Morales wygrał je w pierwszej turze z nieznaczną przewagą nad Mesą.

Boliwijski system wyborczy zapewnia zwycięstwo w pierwszej turze kandydatowi, który uzyskał co najmniej 50 proc. głosów plus jeden lub 10 punktów procentowych przewagi nad następnym w kolejności kontrkandydatem.

W tym przypadku zaszła druga z opcji. Według oficjalnych wyników, zatwierdzonych przez Trybunał Wyborczy, Morales uzyskał 47,7 proc. głosów, a Mesa 36,51 proc.

Wielu obserwatorów kwestionowało jednak ten wynik. Szczególnie, że po przeliczeniu 84 proc. głosów na kilkanaście godzin zaprzestano publikowania dalszych wstępnych rezultatów. Wówczas przewaga Moralesa była znacznie mniejsza – 45,71 proc. do 37,84 proc. W takim przypadku odbyłaby się druga tura.

Początkowo opozycja domagała się ponownego przeliczenia głosów lub przeprowadzenia drugiej tury wyborów. Obecnie chce natychmiastowego ustąpienia rządu Moralesa i ogłoszenia nowych wyborów, w których trzykrotny prezydent miałby już nie startować.

Źródło: BBC/NCzas.com