Zwierzęta w zmaganiach I wojny światowej to nie tylko kawaleryjskie konie. W Paryżu postawią im osobny pomnik

Oddział wojskowy z I wojny z psami sanitarnymi Fot. arch.
Oddział wojskowy z I wojny z psami sanitarnymi Fot. arch.

W czasie I wojny światowej walczące armie masowo korzystały także z powołanych do służby zwierząt. Były to miliony koni, ale też setki tysięcy psów i gołębi pocztowych.

Odgrywały one ważą rolę podczas Wielkiej Wojny. Francuski historyk Eric Baratay przypomniał rolę zwierząt w tej wojnie w książce „Bêtes des tranchées – Des vécus oubliés”. Stawia tezę, że kiedy w lutym i marcu 1918 r. armia niemiecka rozpoczęła wielką ofensywę, była bliska sukcesu. To, że się przełamanie frontu nie udało, było m.in. wynikiem braku odpowiedniej ilości koni do przenoszenia ekwipunku.

We wrześniu tego samego roku, marszałek Foch przygotowuje atak Francuzów i stawia podobny problem – „Czy wystarczy nam koni?”. Aspektów pomocy ze strony zwierząt jest sporo. Baratay zwraca np. uwagę, na fakt, że dzieląc codzienne życie żołnierzy, zwierzęta pozwalały im również chwilowo uciec od stresu wojny.

Podstawowym zwierzęciem i towarzyszem żołnierzy był koń. One też jako pierwsze odczuły zmiany taktyki wojennej i przejście do walk w okopach. Szarże kawalerii okazywały się samobójcze, a weterynarze odnotowali nie tylko nadmierną śmiertelność koni, ale i to, że „konie nie jedzą, wpadają w depresję, chorują i chociaż nie wykazują oznak osłabienia, często padają porażone zawałem”.

Francja kupowała na potrzeby wojenne amerykańskie mustangi. Okazało się to błędem. Takie półdzikie konie nie były przyzwyczajone do tak ciężkiej pracy. Wprowadzały w szeregi innych koni chaos, nie były odpowiednio wytrzymałe. We Francji na 1 800 000 zaciągniętych do armii koni straty wyniosły 40%. Anglicy stracili tylko 20% stanu. Okazuje się, że znacznie lepiej o zwierzęta dbali.

Od 1914 r. na froncie pojawiły się także psy. Bogate domy oddawały psy ze względów patriotycznych, chłopi, bo nie mieli często czym ich żywić. Werbowano psy do walki, do odnajdywania rannych na polu walki, jako łączników zastępujących uszkodzoną telefonię i telegrafy.

I znowu lepsze wyniki mieli tu Anglicy, którzy przeprowadzali psom testy i opierali ich służbę na związku z przewodnikiem.

Ciekawy eksperyment przeprowadzili Belgowie. Tworzą oni psie zaprzęgi, które ciągną 100-kg wózki z CKM-ami. Takie zaprzęgi pełniły też funkcje transportowe. Minusem było szczekanie, które zbyt wcześnie ostrzegało wroga.

Historia gołębi pocztowych używanych do łączności jest znana dość dobrze. Była to wówczas „nowoczesna broń”. Anglicy używali ich co najmniej w ilości około 100 000.

Los zwierząt wziętych do niewoli bywał czasami lepszy, niż ludzi. Nie składali przysięgi, więc zaczynali służbę dla drugiej strony bez „obciążeń”. Niektóre stawały się maskotkami oddziałów. W Wielkiej Wojnie znany był zdobyty przez Anglików osioł Tiny, który polubił herbatę i udawał się na nią do namiotów oficerskich…

Austriacy wygrawerowali kamienny blok ku czci swoich padłych psów, Niemcy mieli rodzaj psiego cmentarza. Bywały akty bohaterstwa ze strony żołnierzy dla ratowania ulubionych czworonogów.
Po zakończeniu wojny wielu ocalałe konie były przez Anglików ubijane, bo podróż powrotna była zbyt droga, a nie godzono się na odsprzedaż koni cywilom, co robili Francuzi.

Wiadomość ta wywołała w Anglii taką wrzawę, że procederu zaniechano. Nie lepszy był los psów. Zwierzęta wcielone do wojska mają jednak w kilku krajach swoje muzealne ekspozycje. Rada Miasta Paryża zamierza wystawić pomnik ku czci zwierząt, które także były ofiarami podczas dwóch ostatnich wojen światowych.

Źródło: Paris.fr

Reklama / Advertisement