Zdemolowany teatr po koncercie hiphopowym. Tak się kończą współczesne eksperymenty kulturalne

Teatr Chatelet w Paryżu. Fot. Wikipedia
Teatr Chatelet w Paryżu. Fot. Wikipedia

Dziwna współczesna moda mieszania kultury popularnej i sztuk tradycyjnych to także popłuczyny po komunizmie, który „wprowadzał kulturę pod strzechy”. W najlepszym przypadku kończyło się jakimś „qui pro quo”.

Teraz panuje moda na niszczenie klasycznej sztuki przez jej swoistą pauperyzację. Może zresztą to także efekt epoki pieniądza, w której byle szarpidrut strun głosowych może kupić sobie z tuzin operowych tenorów.

Owo mieszanie kultury popularnej i elitarnej nikomu jednak na dobre nie wychodzi. Przekonali się o tym nawet w Paryżu. Théâtre du Châtelet, który przeszedł gruntowany remont, znowu nadaje się do… remontu.

Sala teatralna im. Niżyńskiego została ziszczona po koncercie hip-hopowym. Na pomysł zorganizowania takiej imprezy w klasycznej scenerii teatralnej wpadło rządzone przez socjalistów merostwo Paryża.

Podczas imprezy hip-hopu, podskakiwanie uczestników doprowadziło nawet do uszkodzenia struktury teatralnej galerii. Zniszczono także kuluary, poodpadał tynk, uszkodzono żyrandol. Przyciąganie młodej widowni takimi metodami do teatru okazuje się po prostu niebezpieczne.

Od koncertów są sale muzyczne, a teatry mają ine przeznaczenie. Mieszanie porządków prowadzi do katastrofy i to nie tylko w sztuce. Do teatru Chatelet wezwano już ekspertów, którzy mają ocenić szkody i znaleźć wyjście, które pozwoliłoby przeprowadzić naprawy bez zamykania teatru.

Miała być „nowa forma doświadczenia” i przyciągnięcie do teatru nowych odbiorców, skończyło się blamażem. Théâtre du Châtelet został otwarty po remoncie zaledwie we wrześniu tego roku, po 2,5 latach remontu, który kosztował 31,5 milionów euro.

W październiku merostwo wymyśliło sobie organizowanie w nim młodzieżowych spotka klubowych, które miały dodatkowo zapełniać teatr. Nowe „zadania” przerosły jednak jego wytrzymałość na nowe formy kultury.

Źródło: Valeurs Actuelles

Reklama / Advertisement

2 KOMENTARZE

  1. Lewactwo, to nieuleczalna przypadłość na którą cierpią ludzie niedowartościowani, wystraszeni o byt własny, czyli nieporadni, potrzebujący otaczania się grupą o podobnym poczuciu wartości, w której nie będą się wyróżniać, ni odstawać. Kompleksy są stymulatorem lewactwa. Swoje lewactwo, czyli dolegliwość osobowości usprawiedliwiają pozornym poczuciem społecznej sprawiedliwości, ponieważ kreowaniem siebie nie potrafią wybić się ponad jednostkę. Wszystko, co uda im się zdobyć jest wynikiem układów, zabieraniem cudzego i dzieleniem dobytku z cudzej pracy, propagandy sukcesu, czy zaciąganiem samobójczych kredytów. Pragnienie zarządzani cudzym, czyli podatkami wyzwala w nich euforię posiadania i rządzenia. Nie mają gospodarczego wyczucia, o gospodarce pojęcia, wyobraźni planowania oraz perspektywicznego wybiegania w przyszłość. Samokrytycyzm jest im obcy. Chętnie pchają się do władzy z potrzeby ukrycia kompleksów oraz przeświadczenia, że za ich nieudacznictwo i tak ktoś, czyli Państwo – im zapłaci. Brak odpowiedzialności i poczucie bezkarności pozwala im rozwijać chore fantazje o umiejętności zarządzania Państwem. Mimo wiedzy, iż na całym Świecie lewactwo rozkłada każdą gospodarkę i każdą państwową oraz społeczną strukturę, nie są w stanie pojąć, ani zrozumieć beznadziejności nim bycia oraz nie są w stania pojęć, iż bytują jako cywilizacyjne pasożyty. Lewactwo jest syjonistyczną chorobą nieuleczalną, podobnie jak lgbt.

Comments are closed.