Pazerne Ministerstwo Finansów nikomu nie przepuści. Tym razem celem są kobiety w ciąży

ciąża premier
Zdjęcie ilustracyjne. / fot. pixabay.com

Ministerstwo Finansów pracuje nad zmianą przepisów dotyczących zwolnień lekarskich L4. To ma ograniczyć między innymi „nadużycia, które dopuszczają kobiety w ciąży”.

Projekt tych przepisów zakłada, że pójście na płatne L4 ma nastąpić dopiero po przepracowaniu wymaganego okresu. W przypadku pracowników etatowych przewiduje się 90 dni, a w przypadku samozatrudnienia – nawet 180 dni. To będzie się nazywać „okresem wyczekiwania w odniesieniu do zasiłku opiekuńczego i macierzyńskiego”.

Ma to według MF przeciwdziałać „uciekaniu” na zwolnienia i wyłudzaniu w ten sposób zasiłku przez kobiety w ciąży i osoby, które obawiają się zwolnienia z pracy. To oznacza, że jeśli zatrudniony zachoruje w ciągu pierwszych 90 dni od zatrudnienia (w przypadku samozatrudnionych to nawet 180 dni) nie będzie otrzymywać świadczeń.

Motywacją do tych zmian są przypadki kobiet, które zakładają działalność i zaraz potem zachodzą w ciążę, dzięki czemu zyskują prawo do zasiłku. Dochodzi do sytuacji, że działalność gospodarcza tak naprawdę jest fikcją. Kobiety najpierw składają zgłoszenie do ubezpieczeń, by potem pobrać zasiłki, a firmy wcale nie prowadzą. Do niedawna wystarczyło przez miesiąc płacić pełne składki ZUS, by potem dostawać zasiłek macierzyński w wysokości 6 tysięcy złotych miesięcznie.

Nie ulega wątpliwości, że takie przypadki istnieją, ale ministerialny projekt to wylewanie dziecka z kąpielą.

Wiele kobiet zachodzi w ciążę po rozpoczęciu pracy/samozatrudnienia, wcale nie z myślą, żey naciągnąć fiskusa. Sam pomysł tych nowych przepisów, niezależnie od słusznej idei walki z oszustwami, nie przyczyni się do wzrostu ilości dzieci w kraju, który jest na progu głębokiego kryzysu demograficznego.

Kobiety zresztą już teraz mają dość ustawicznych kontroli i cofania wypłat zasiłków chorobowych i macierzyńskich. Na profilu facebookowym Ruchu Społecznego Kobiety na Działalności Gospodarczej kontra ZUS opisują swoje przypadki. Jedna z nich twierdzi, że ZUS cofnął jej zasiłek, bo… na zwolnieniu używała telefonu i komputera.

Źródło: Fakt24

Reklama / Advertisement