Do czego prowadzi „deifikacja” zwierząt. W Timorze Wschodnim czczone tam krokodyle rozzuchwaliły się na tyle, że coraz częściej atakują ludzi

Krokodyl. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: pixabay
Krokodyl. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: pixabay
REKLAMA

Krokodyle stały się utrapieniem na plażach Timoru Wschodniego, gdzie coraz częściej atakują ludzi. Mieszkańcy czczą gady, więc ich populacja rośnie.

W ostatniej dekadzie liczba ataków krokodyli na ludzi zwiększyła się dwudziestokrotnie. Ataki odnotowuje się średnio przynajmniej raz w miesiącu, choć nie wszystkie bywają śmiertelne.

REKLAMA

Timor Wschodni to była kolonia portugalska, która graniczy z indonezyjską częścią wyspy. Indonezja okupowała Timor, który przeszedł później pod administrację ONZ i w 2002 roku odzyskał niepodległość.

1,2 miliona ludzi żyje tu z darów morza i rzek. Ofiarami krokodyli padają często rybacy lub wieśniacy, którzy z rzek czerpią wodę. Liczba ataków stała się tak duża, że ryzyko śmierci w wyniku ataku krokodyli na Timorze Wschodnim jest dziesięć razy większe, niż ryzyko zachorowania na… malarię.

Według naukowców siedliska krokodyli nie mają żadnych wrogów, przybywa zwłaszcza wielkich i groźnych krokodyli morskich. W dodatku mieszkańcy Timoru czczą krokodyle i choć w większości są chrześcijanami, to uważają, że gady są wcieleniami ich przodków. W swoim języku nazywają je „abo”, czyli „dziadkami”.

Inwazję dochodzących do 6 m. długości krokodyli morskich wyjaśnia się też możliwością ich migracji z Australii. Naukowcy mówią, że taka 500-km podróż jest dla ich możliwa. Nie wyklucza się, że mogą to być także gady przybyłe z Nowej Gwinei, Indonezji, a nawet Malezji. Teorie takie podobają się samym Timorczykom, którzy nie chcieliby obwiniać o ataki swoich „przodków”.

Gady te występują nawet w mitologii o powstaniu Timoru. Chłopiec miał uratować małego krokodyla, z którym się zaprzyjaźnił, a umierające zwierzę stało się wyspą Timor, która ma właśnie kształt gada.

Źródło: AFP/ FL24.net

REKLAMA