„Charlie Hebdo” kpi z żołnierzy, którzy zginęli w Mali. Co na to politycy od „Jestem Charlie”?

Pseudosatyra z Charlie Hebdo Fot. Twitter
REKLAMA

W poniedziałek odbywają się uroczystości pożegnalne 13 francuskich żołnierzy, którzy zginęli w Mali w operacji antyterrorystycznej „Barkhan”. Tymczasem tygodnik „Charlie Hebdo” pozwala sobie na „żarty z pogrzebu” i kpiny z armii.

Gazeta zestawia np. hasła z plakatów rekrutacyjnych z obrazem żołnierskiej trumny. Poległy żołnierz i teksty w rodzaju: „Wstąpiłem do armii, żeby się wyróżnić” – oburzyły wojskowych, ale też znaczną część społeczeństwa.

REKLAMA

Głos w tej sprawie zabrał nawet w liście do redakcji szefa sztabu armii gen. Thierry Burkhard. Pisze on o „ogromnym bólu” i karykaturach, które atakują go osobiście, ale przede wszystkim „cierpiących rodzinach” poległych żołnierzy.

„Co zrobiliśmy, aby zasłużyć na taką pogardę”? – pyta szef sztrabu. Dla „Charlie Hebdo” nie istnieją żadne wartości, ale jak czuje się bezmózgowe stado, które w 2015 roku po zamachu islamskich terrorystów na redakcję tego pisma przypinało sobie hasło „Jestem Charlie”? Dalej są „fanami” chamstwa?

Tymczasem redakcja „Charlie Hebdo” broni swojego „satyrycznego ducha” i żartów ze śmierci 13 żołnierzy, którzy polegli w walce właśnie z islamskim terroryzmem. „Nasza gazeta musi pozostać wierna swemu satyrycznemu, czasem prowokacyjnemu duchowi” – pisze w odpowiedzi do gen. Burkharda szef gazety Riss.

W każdym razie rysunki nie rozśmieszyły wojska, ale też większości Francuzów. Ciekawy jest wpis jednego z internautów, który wiąże te karykatury z ideologicznym pacyfizmem francuskiej lewicy, która używała go z inspiracji sowieckiej.

Chodził o destabilizację państwa i ułatwienie podbojów ZSRR, tak przed wojną („nie będziemy umierać za Gdańsk”), jak i w czasie zimnej wojny (ruchy pokojowe). To właśnie ten duch lewicowego pacyfizmu ma stać do dziś za „twórczością” Charlie Hebdo…

Źródło: VA/ France Info/ Twitter

REKLAMA