Bezpardonowa walka francuskiego TGV i firm chińskich o kontrakt na budowę kolejnej szybkiej linii kolejowej w Maroku

francuska kolej, TGV. Foto: PAP
francuska kolej, TGV. Foto: PAP

Kiedy wydawało się, że Francja bez problemu wygra kontrakt na budowę TGV łączącego Marrakesz z Agadirem, Chiny wyciągnęły dywan spod stóp firmy Alstom. Pekin wszedł do gry dzięki lobbingowi i swojej spółki z kapitałem publiczno-prywatnym.

Maroko miało kolej dużej prędkości jako pierwszy kraj w Afryce. Linia łączy Tanger z Casablanką, a pociąg nosi nazwę „Al Boraq”. W otwarciu linii brali udział król Maroka Mohammed VI oraz prezydent Francji Emmanuel Macron.

Wydawało się, że dalsza współpraca w tej dziedzinie będzie formalnością i Paryż otrzyma wyłączność na budowę kolejnych odcinków tej kolei. Tymczasem do gry weszła China Railway Construction Corp.

Atutem Pekinu są konkurencyjne ceny i finansowanie. Paryż finansował 51% pierwszej linii dużych prędkości łączącej Casablankę z Tangerem (w tym tabor) i wyłożył na pożyczkę 1,1 mld euro. Chińczycy zastosowali tu jednak prawdziwy dumping i kontrakt na linię Agadir – Marrakesz prawdopodobnie trafi w ich ręce.

Stosunki dyplomatyczne między Paryżem a Rabatem mocno się schłodziły. Francuski minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire przełożył nawet swoją podróż do Tangeru, zaplanowaną na 23 listopada, w pierwszą rocznicę inauguracji pierwszej linii TGV. Francja łatwo nie zapomina utraconych kontraktów, o czym przekonała się w sprawie helikopterów i Warszawa.

Źródło: Bladi.net

Reklama / Advertisement