Oto nowa gwiazda opozycji. Za sędzią Juszczyszynem ciągnie się kilka „śmierdzących” spraw

Paweł Juszczyszyn / Fot. PAP
Paweł Juszczyszyn / Fot. PAP

Zbliżające się postępowanie dyscyplinarne za porzucenie sprawy, doprowadzenie poprzez błędne decyzje do bankructwa rolnika, procesowanie się z byłą żoną o 500 złotych – na wizerunku sędziego Pawła Juszczyszyna pojawiają się poważne rysy. Sędziego, który w ostatnich dniach stał się bohaterem totalnej opozycji.

O Juszczyszynie zrobiło się głośno, gdy zażądał od Kancelarii Sejmu list z nazwiskami tych, którzy poparli kandydatów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa. W następstwie został odwołany przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę z delegacji do olsztyńskiego Sądu Okręgowego.

Resort powołał się na art. 70 ustawy o ustroju sądów powszechnych, który mówi o tym, że ministerstwo sprawiedliwości w każdej chwili może cofnąć sędziemu delegację. Juszczyszyn trafił więc do Sądu Rejonowego w Olsztynie. A tamtejszy prezes Maciej Nawacki wydał zarządzenie, na mocy którego ze skutkiem natychmiastowym zawiesił sędziego w wykonywaniu obowiązków na miesiąc. Jego zdaniem, Juszczyszyn uchybił godności urzędu.

Juszczyszyn przedstawił to natomiast jako zamach na wolne sądy, co ochoczo podłapała opozycja. W niedzielę w niektórych miastach Polski odbyły się demonstracje w jego obronie.

Wisząca w powietrzu dyscyplinarka

Lokalne media olsztyńskie zwracają uwagę, że aktywność polityczna Juszczyszyna ma drugie dno. Sędziemu zbliżał się bowiem finał postępowania dyscyplinarnego.

Sprawa dotyczy historii sprzed półtora roku. Juszczyszyn jako sędzia wylosował sprawę 12 policjantów z Olsztyna, których oskarżano o znęcanie się nad zatrzymanymi. Zażądał jednak wyłączenia go z udziału twierdząc, że zna się bardzo dobrze z żoną jednego z oskarżonych.

Kobieta zaprzeczyła jednak, jakoby znała się z Juszczyszynem. Skład sędziowski wniosek zatem odrzucił, ale Juszczyszyn złożył go ponownie – de facto porzucając sprawę. Ta została przeniesiona do Ostródy.

Autor artykułu na portalu debata.olsztyn.pl Adam Socha zbierając informacje od lokalnych sędziów sugeruje, że rzeczywisty powód chęci wyłączenia ze sprawy był inny – Juszczyszyn wiedział, że sprawa może ciągnąć się latami, więc chciał sobie oszczędzić żmudnej pracy.

„Pytam w sądzie innych sędziów. Powód był prozaiczny. To ciężka sprawa, jest 12 oskarżonych, będzie się bardzo długo toczyć, więc sędzia miałby dużo pracy” – pisze Socha.

Zaangażowanie Juszczyszyna w rzekomą obronę sądów może mieć związek z tą sprawą. Toczy się wokół niego postępowanie dyscyplinarne, a dzięki ustawieniu się po jednej stronie barykady, jako krytyka obecnej władzy, ewentualne konsekwencje można potem sprzedać jako represje polityczne. Tyle, że postępowanie rozpoczęło się znacznie wcześniej.

Doprowadzenie do bankructwa rolnika

Juszczyszyn jest również krytykowany za decyzję, jaką wydał przed laty. Miał bowiem przyczynić się do bankructwa rolnika, któremu zlicytowano majątek.

Sprawa dotyczy Zbigniewa Parowicza, który prowadząc gospodarstwo rolne zaciągnął kredyt. Spłacił jednak tylko połowę zobowiązania, a dług warty 66 tys. złotych trafił do komornika.

Komornik wystawił gospodarstwo rolnika na licytację i ustalił cenę wywoławczą na 217 tys. zł (wobec wartości 500 tys. zł). Do zakupu zgłosił się tylko jeden chętny, wpłacił wadium w wysokości 32 tys. zł i… na tym poprzestał. A gospodarstwo przejął.

Tu do akcji powinien wkroczyć sędzia Juszczyszyn, ale sprawę pokpił. Nie wyegzekwował pieniędzy za sprzedane przez komornika gospodarstwo, a egzekucję uznał za zakończoną. Nabywca uznał zatem, że brakujących ok. 180 tys. zł dopłacać nie musi, skoro sąd – decyzją Juszczyszyna – tego nie wymaga.

Parowicz nie dość, że stracił gospodarstwo, pozostał z długami, to stał się bezdomny. Gdyby Juszczyszyn dopilnował sprawy i nakazał zapłatę całej kwoty, rolnik miałby dług z głowy. A tak był wciąż ścigany za długi, a odsetki rosły.

Juszczyszyn nigdy za swój błąd nawet nie przeprosił, nie mówiąc o innych konsekwencjach. Błąd naprawiano dopiero po interwencji senator Lidii Staroń. Kontrola z ministerstwa w olsztyńskim sądzie rejonowym wykazała, że sędzia Juszczyszyn popełnił błąd, jednak naprawienie go – zdaniem kontrolujących – nie było już możliwe, gdyż minął termin do zaskarżenia prawomocnych orzeczeń.

Zbigniew Parowicz walczył o odszkodowanie od Skarbu Państwa, ale sprawiedliwości nie doczekał. Zmarł w sierpniu tego roku.

Spór o alimenty

Juszczyszyn jest również w sporze finansowym z byłą żoną. Zarabiający 13 tys. zł miesięcznie sędzia procesuje się o 500 złotych. Nie zgadza się, by świadczenie 500+ na dwoje jego dzieci w całości trafiało na konto żony. Wystąpił do olsztyńskiego MOPS-u, by kwotę podzielić. Argumentował, że również sprawuje opiekę nad dziećmi.

MOPS odrzucił te żądanie. Sędzia zaskarżył decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a kolegium poleciło zbadać czas przybywania dzieci u obu rodziców. Inspektorzy sprawdzą więc, czy świadczenie z tytułu 500+ w całości przysługuje żonie, czy – jak domaga się Juszczyszyn – należy je dzielić po połowie.

Niezależnie od motywów działań sędziego Juszczyszyna – czy rzeczywiście zależy mu na „wolnych sądach”, czy chce chronić swoją osobę – listy popierające wybór członków do Krajowej Rady Sądownictwa powinny być ujawnione. Kancelaria Sejmu od kilku miesięcy nie wykonuje jednak wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Reklama / Advertisement