4B. Nowy typ aseksualnego feminizmu w Korei Południowej

Koreańska para na randce. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Koreańska para na randce. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

W Korei Południowej pojawił się nowy rodzaj feminizmu. Z zachodnim nurtem łączy go odrzucenie silnego w Korei systemu patriarchalnego. Jednak wyciągane z tego konsekwencje są już dość oryginalne.

Odrzucając sztywne normy patriarchalne, pojawił się radykalny ruch kobiet o nazwie 4B, o którym od kilku miesięcy jest coraz głośniej. Gromadzi on feministki żyjące wg nowych zasad: bez randek, bez seksu, bez małżeństw i bez dzieci.

O zjawisku pisze m.in. Japan Times, który donosi, że taki styl życia pociąga coraz więcej kobiet w Korei Południowej. Dla nich małżeństwo jest częścią sztywnych norm patriarchalnych, które należy wyeliminować w każdym aspekcie.

Te radykalny azjatycki feminizm zagraża instytucji małżeństwa i rodzinie. Gazeta zwraca uwagę, że liczba zawieranych związków małżeńskich spadła z 434,900 w 1996 r., do 256.600 obecnie. Jeszcze dziesięć lat temu 47% „starych panien” koreańskich marzyło o zamążpójściu, a w 2018 r. ich liczba spadła do 22,4%.

To właśnie zbyt silny system patriarchalnej rodziny skonfrontowany z emancypacją ma być odpowiedzialny za to, że coraz więcej kobiet odwraca się od tradycyjnych oczekiwań i tradycji społecznych.

Odrzucający w radykalnej formie „męską dominację” w małżeństwie, ruch 4B zrzesza już ponad 4000 kobiet. Promują one zasady „wyjścia z gorsetu”. W swoich działaniach propagują np. rezygnację z makijażu i innych form upiększania się dla mężczyzn. Kobiety takie zmieniają fryzury i rezygnują świadomie z koreańskiego kanonu piękna kobiety.

Odrzucenie małżeństwa, macierzyństwa, randek i seksu ma im podobno pozwolić na zachowanie autonomii, bo w każdej z tych kategorii „kobiety muszą szukać pewnych sposobów, by zadowolić mężczyzn”.

Ruch jest groźny o tyle, że grozi w przypadku masowości po prostu katastrofą demograficzną. Podobno członkinie 4B, nie żałują braku spotkań i relacji seksualnych, bo „istnieją inne opcje i sposoby zabawy”, ale gazeta szczegółów nie podaje.

W przypadku Korei Południowej robi się jednak groźnie. Współczynnik dzietności spadł tam do 0,98 dziecka na kobietę wieku rozrodczym, czyli znacznie poniżej wskaźnika 2,1 potrzebnego do utrzymania stabilnej populacji. Rząd przewiduje, że do roku 2067 z obecnych 55 milionów mieszkańców tego kraju pozostanie 39 milionów. Chyba, że z nowymi ideologiami wygrają po prostu ludzkie instynkty.

Źródło: Japan Times/ VA

5 KOMENTARZE

  1. Feminazizm, współczesny rak na tkance zdrowego państwa, powinien zostać zdelegalizowany i zakazany na całym świecie. Od pewnego czasu staje się coraz bardziej radykalny, tak bardzo, że zagraża ludobójstwem w niedalekiej przyszłości.

  2. To wszystko to taka wersja eksperymentu Calhouna (mysiej utopii) tyle że w wersji dla ludzi.
    Nadmiar dobrobytu prowadzi do zaniechania rozrodu i do dzieci-przygłupów niezdolnych do formowania relacji społecznych.
    Populacja wymiera, dokładnie cała, bez wyjątku.
    To pomimo nadmiaru żywności, braku chorób itd.

  3. A teraz: Czy to samo jest lansowane w Izraelu i bezcennej diasporze? Jeżeli absolutnie nie, to będzie od razu wiadomo, o co chodzi…

Comments are closed.