Polacy mają jednak wyższe ceny prądu niż mówią rządzący. Co trzeci płaci więcej

Licznik energii elektrycznej, pieniądze, ceny prądu. Obrazek ilustracyjny. Foto: Pixabay
Licznik energii elektrycznej, ceny prądu. Obrazek ilustracyjny. Foto: Pixabay
REKLAMA

Wyższe ceny prądu niż te, które zatwierdził Urząd Regulacji Energetyki, mają mieszkańcy Warszawy i Górnego Śląska. To około 2 mln gospodarstw domowych.

Sąd Najwyższy wydał wyrok, w którym uznał, że ceny prądu firm Innogy i Vattenfall nie muszą być zgodne z cennikiem URE.

Sąd uznał, że firmy te „nie są pionowo zintegrowanymi grupami”, łączącymi wytwarzanie, sprzedaż i dystrybucję prądu. Tauron, który kupił Polski Vattenfall, może stosować wyrok Sądu Najwyższego dla Górnego Śląska.

REKLAMA

2 mln klientów w dwóch regionach Polski nie ma zatem cen zatwierdzanych przez URE. Mimo że stało się to nie z ich własnej woli, a w niektórych przypadkach – bez ich wiedzy. Stanęli przed faktem dokonanym.

Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził właśnie ceny dla odbiorców Tauronu. Wzrosną one na początek o 12 proc. Obowiązywać będą mieszkańców województw na południu Polski, które obsługuje Tauron. W całej Polsce stawki pójdą w górę, gdy akceptację dla swoich taryf od URE uzyskają także PGE, Energa i Enea.

Jak twierdzi minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, nie będzie znaczącego wzrostu cen energii.

Biorąc pod uwagę dynamikę cen na Towarowej Giełdzie Energii w ostatnich tygodniach i miesiącach, nie spodziewam się, że będzie to wzrost wyższy niż 10 proc., a zatem na rachunku nie wyżej niż 9 zł. Nie będzie alarmujących wzrostów o 40-50 proc., o jakich informowały media – zapewnia Emilewicz.

Już dziś łącznie 5 mln gospodarstw domowych korzysta z ofert sprzedaży prądu na wolnym rynku, których nie zatwierdza prezes Urzędu Regulacji Energetyki – ocenia money.pl. To sprzeczne z tym, co słyszymy z oficjalnych komunikatów. Czy można zatem wierzyć w uspokajające zapewnienia rządu?

Źródło: money.pl /nczas.com

REKLAMA