
W swojej książce pt. „Szczerze”, Donald Tusk opisuje do jak wielkich poświęceń się zmuszał w imię ekologii. Były polski premier jadł cuchnące mięso, które zapijał wódką. Wszystko to podczas unijnej podróży służbowej na Grenlandię.
Żaden polski polityk raczej nie narzekałby na to, że w pracy każą mu pić wódkę. Gorzej, gdy za „zagrychę” robi cuchnące mięso. Taka właśnie przykrość spotkała Donalda Tuska, gdy jeszcze był przewodniczącym RE i poleciał na Grenlandię.
Donald Tusk jadł cuchnące mięso i pił wódkę
Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej poleciał z premierem Danii, Larsem Rasmussenem na Grenlandię. Powody były ściśle związane z modnym teraz eko-fanatyzmem. Panowie mieli na własne oczy zobaczyć to mityczne „globalne ocieplenie”.
Na miejscu podjął ich grenlandzki premier, Kim Kielsen. Przyjęcie powitalne unijni oficjele dostali takie, że niejednemu na ich miejscu odechciałoby się eko-szopki raz na zawsze.
Politycy dostali do jedzenia płaty z tłuszczu z fok i przeraźliwie tłuste i lekko cuchnące kawałki skóry narwala.
– Na szczęście jest też butelka wódki, dzięki czemu przełykam heroicznie te smakołyki – pisze Tusk w „Szczerze”.
Ciekawe czy ta historia jest autentyczna, czy również w tym przypadku fakty rozjeżdżają się z rzeczywistością. Książka Tuska jest pełna „wpadek”. W tym para-dzienniku Tusk np. cieszy się z goli Roberta Lewandowskiego – oglądanych na żywo – na wiele miesięcy po tym jak „Lewy” je strzelił.
Źródło: Donald Tusk „Szczerze”