Nastroje z czasów rewolucji zwanej „wielką” są nad Sekwaną ciągle żywe

Ścięcie ludwika XVI na Placu Rewolucji

Zdążyliśmy już się przyzwyczaić do cyklicznych manifestacji Francuzów. Były na ulicach (i jeszcze są) „żółte kamizelki”, a od kilku tygodni wyszli na nie związkowcy sprzeciwiający się reformie emerytalnej. Okazuje się, że z dnia na dzień coraz bardziej się radykalizują.

W piątek 25 stycznia odbywały się kolejne marsze uliczne związków zawodowych. Dzień jak co dzień, ale uwagę mogły przykuć niektóre coraz bardziej radykalne hasła. Na Placu Concorde, gdzie 21 stycznia 1793 roku zgilotynowano króla Ludwika XVI, widać było, że „płomienie rewolucyjne” ciągle się jeszcze tlą.

Manifestanci przypominali śmierć króla, identyfikując jako współczesnego monarchę Emmanuela Macrona. Robiono nawet „zbiórkę na gilotynę”. Jedno ze skandowanych haseł brzmiało: „Macron! Ścięliśmy Ludwika XVI, możemy zacząć od nowa”.

Nie pałając zbytnią sympatią do obecnego prezydenta, trzeba jednak zauważyć, że skrajna lewica, która ma też oparcie w ruchu syndykalnym, ma niemal obsesję na punkcie mordowania króla. Widać też radykalizację ruchu protestu.

24 stycznia, właśnie na Placu Concorde organizowano zbiórkę na nową gilotynę. Warto przypomnieć, że ten dawny Plac Rewolucji, przemianowano później na Plac Zgody dla zasypania podziałów społecznych. Minęły wieki, a hasła rewolucyjne, niczym Lenin, są we Francji „wiecznie żywe”.

Z tym, że „aparat terroru” jest obecnie znacznie lepiej rozwinięty i przygotowany. „Tyran” Ludwik XVI wycofał wojska z Paryża. Współcześnie przejścia z Placu Concorde pod Pałac Elizejski blokowały bariery, liczne siły CRS, jednostki specjalne żandarmerii i policji…