Kryzys w niemieckiej Turyngii pogłębia się, Chadecy pozwolą wybrać postkomunistę na premiera landu

Annegret Kramp-Karrenbauer następczymi Merkel na stanowisku przewodniczącej CDU zupełnie nie radzi sobie z kierowaniem partią. Foto: PAP/DPA
Annegret Kramp-Karrenbauer następczymi Merkel na stanowisku przewodniczącej CDU zupełnie nie radzi sobie z kierowaniem partią. Foto: PAP/DPA

Po tym jak do dymisji zmuszono premiera Turyngii Thomasa Kemmericha z FDP w landzie pogłębia się chaos polityczny. Wszystko przez to, że został on wybrany głosami AfD – partii, którą rządzący Niemcami od dziesiątków lat polityczny establishment odrzuca. W mediach pojawiają się informacje, że chrześcijańscy demokraci od Merkel gotowi są poprzeć na stanowisko premiera postkomunistę.

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” ustalił, że deputowani landtagu Turyngii CDU umożliwią wybór na stanowisko premiera kandydata postkomunistycznej partii Lewica. Ma to zakończyć polityczny kryzys, który sięgnął daleko poza granice jednego z krajów związkowych RFN.

„W Turyngii zarysowuje się rozwiązanie kryzysu parlamentarnego bez nowych wyborów. CDU w landzie ujawniło, że jej deputowani wstrzymają się od głosu podczas ewentualnego nowego głosowania” – pisze „Frankfurter Allgemeine” powołując się na rozmowę z sekretarzem generalnym CDU w Turyngii, Raymondem Walkiem. Pozwoliłoby to byłemu premierowi Bodo Ramelowowi (z postkomunistycznej Lewicy) znów stanąć na czele rządu.

Polityczny kryzys w Turyngii wybuchł w środę, kiedy nieoczekiwanie na stanowisko premiera został tam wybrany głosami CDU i narodowo-konserwatywnej AfD polityk liberalnej FDP Thomas Kemmerich. Zaledwie po 24 godzinach uginając się pod presją własnego ugrupowania, mediów i najważniejszych osób w państwie (w tym kanclerz Angeli Merkel) ogłosił jednak, że zrezygnuje ze stanowiska, a jego frakcja złoży wniosek o przedterminowe wybory. Establishment odrzuca demokrację i nie chce zaakceptować tego, że ktokolwiek mógłby być wybrany głosami AfD. Merkel i przewodnicząca CDU Annegret Kramp-Karrenbauer chcą więc kolejnych wyborów w landzie.

Jednak według sondażu opublikowanego w piątek przez telewizję RTL ponowne wybory w Turyngii oznaczałyby katastrofę dla CDU. Ugrupowanie straciłoby około 10 pkt. proc. w porównaniu z wynikiem głosowania w październiku i mogłoby liczyć na zaledwie 12 proc. poparcia.

W siłę rosną natomiast dwa skrajne obozy – Lewica i AfD. Na postkomunistów chce głosować 37 proc. mieszkańców Turyngii a na narodowo-konserwatywną partię – 24 proc. Na „przystawki” dotychczasowej lewicowo-zielonej koalicji rządowej – socjaldemokratów i Zielonych chciałoby oddać głos odpowiednio 9 proc. i 7 proc. ankietowanych. FDP nie przekroczyłaby progu wyborczego.

Chadecy nie chcą więc nowych wyborów. Demokratycznie wybrana AfD jest zaś całkowicie odrzucana przez niemiecki establishment, który chce utrzymania władzy sprawowanej od kilkudziesięciu lat. W tym celu Chadecy i socjaldemokraci gotowi są popierać nawet postkomunistów.

Cała sytuacja jest fatalna dla przewodniczącej CDU Annegret Kramp-Karrenbauer, która na tym stanowisku zastąpiła Angelę Merkel. Szykowana ona jest też na funkcję kanclerz Niemiec po tym jak Merkel wraz z końcem kadencji odejdzie z polityki. Kramp-Karrenbauer nie panuje nad własną partią, a kryzys w Turyngii jest zapowiedzią tego jaki polityczny chaos może czekać Niemcy po kolejnych wyborach. Po ostatnich przez 8 miesięcy politycy establishmentu nie byli w stanie powołać rządu federalnego.