
Dane lokalizacyjne ze smartfonów pozwoliły władzom Australii prześledzić trasę podróży pary Chińczyków, których zakaził koronawirus. W styczniu przyjechali oni z Kantonu do Adelaide.
Metody użyto do prześledzenia podróży pary ze względu na troskę o bezpieczeństwo publiczne. Obywatele ChRL nie zdawali sobie wówczas sprawy, że zakaził ich koronawirus.
Aby skorzystać z procedury, organy ścigania zwróciły się do administracji państwowej o zgodę na jednorazowy wyjątek od reguł obowiązującego w kraju prawa dotyczącego prywatności danych telekomunikacyjnych.
Lokalne media informują, iż Chińczycy współpracowali z organami ścigania pomimo bariery językowej. Nie wyrazili sprzeciwu wobec uzyskania przez władze danych z ich telefonów komórkowych.
Firma pośrednicząca w obrocie nieruchomościami obsługująca licytację domu, którym zainteresowana była para, skierowała swoich pracowników na kwarantannę. Podjęła próbę kontaktu ze wszystkimi osobami obecnymi wówczas w tym miejscu.
Epidemia śmiertelnej choroby wydaje się być sensownym powodem żądania wyjątku od obowiązujących przepisów – komentuje serwis Mashable. Chronią one prywatność danych lokalizacyjnych, na gromadzenie których użytkownicy smartfonów nie mają wpływu. Serwis zwraca uwagę, iż prośby organów ścigania o wyłączenie ich czynności spod reguł prawnych nie zawsze są tak motywowane.
Źródło: PAP