
Pisaliśmy już o finansowych problemach francuskiego Zjednoczenia Narodowego (dawny Front). Rosjanie, którzy pożyczyli tej partii 9 mln euro w 2014 roku, teraz chcą odzyskać sumę w jednorazowej spłacie. Można to wiązać z pomocą Putina dla Macrona. Obydwaj prezydenci mają polityczny „romans” i Moskwa w ten sposób może dopomóc reelekcji prezydenta Francji.
Jego największej konkurentce, czyli Marine Le Pen grozi bowiem bankructwo. Jej partia RN musi dodatkowo spłacać długi za wytropione przez inspektorów finansowych nieprawidłowości przy swoich kampaniach wyborczych.
Marine Le Pen wydała w związku z tym oświadczenie, a jej partia RN rozpisuje pożyczkę „o atrakcyjnej stopie oprocentowania w wysokości 5%”. Skierowana jest do „wszystkich patriotów”.
Pomysł jest oryginalny i w przypadku powodzenia może podpowiedzieć drogę rozwiązywania problemów wszystkich partii pozasystemowych na świecie, które nie mogą liczyć na publiczne dotacje. Tymczasem demokracja jest na ogół systemem dość kosztownym.
Na nagranym na YT przesłaniu Marine Le Pen oskarża sprawców dramatycznej sytuacji fonansów jej partii o celowe działania. Pod pręgierzem stawia zarówno system refundacji wyborów, ale i francuskie banki, które akurat jej partii nie udzielają kredytu.
Milczy jednak o roli Rosji i Putina. O tym jednak, że alianse w Moskwą są niebezpieczne, a łaska Putina na pstrym koniu jeździ przekonała się teraz na własnej skórze. Rosyjski prezydent trzyma teraz francuską partię narodową w szachu.
Przypomnijmy, że pożyczki udzielił Pierwszy Czesko-rosyjski Bank (FCRB) związany z Kremlem. Po jego bankructwie w 2016 r., dług trafił obecnie do firmy Aviazapchast, powiązanej z rosyjskimi tajnymi służbami. Jej właścicielem jest oligarcha Walerej Zacharenkow. Dyrektorzy firmy to dawni pracownicy wojska, a niektórzy mają powiązania z Kremlem i partią Putina – Zjednoczoną Rosją.