
W walentynki 2020 media społecznościowe obiegło zdjęcie środkowego palca Joanny Lichockiej. Polityk pokazała ten gest w stronę ław opozycji. Poseł próbowała się co prawda tłumaczyć w kuriozalny sposób, jednak wiary nie dał jej nawet jej własny obóz polityczny. Okazuje się, że gest poseł PiS jest wart… 140 mln zł!
Szacunkowa wartość wskaźnika AVE ( ekwiwalent reklamowy, Advertising Value Equivalency) dla materiałów na temat tzw. gestu posłanki Lichockiej wyniosła w okresie od 13 do 20 lutego br. 136,56 mln zł” – informuje portal „Wirtualne Media”.
Największe wartości ten wskaźnik osiągnął w mediach społecznościowych – 84,86 mln zł. Materiały w Internecie osiągnęły 17,03 mln zł. W telewizji wskaźnik ten wyniósł 16,28 mln zł, w radiu 11,61 mln zł, a w prasie 6,78 mln zł.
W mediach społecznościowych pojawiło się 292 793 publikacji (wpisy i komentarze) nt. środkowego palca Lichockiej. Aż 4 585 wzmianek pojawiło się w Internecie. Nawet 795 w radiu. W telewizji – 542. W prasie – 388.
Joanna Lichocka mogła powstrzymać kryzys
Eksperci twierdzą, że to sama Joanna Lichocka stoi za ogromną popularnością skandalu w przestrzeni publicznej. Sprawa osiągnęła takie rozmiary, ponieważ reakcja poseł był kuriozalna.
– Na pewno nie o taki jednak efekt i nie o taką kampanię wartą 140 mln zł chodziło, zarówno posłance jak i jej ugrupowaniu. Kryzys wywołany poważnym błędem posłanki mógł mieć mniejszą siłę rażenia, gdyby nie jej reakcja po fakcie. To właśnie pozbawiona logiki reakcja była jej kolejnym błędem, który wzmógł aktywność w mediach, a także wyzwolił duże pokłady sprzeciwu w istotnej części społeczeństwa. Bezpośrednio po tym zdarzeniu zabrakło szczerych słów przeprosin, przyznania się do błędu jakim był gest, który doprowadził do skandalu – komentuje dla „Wirtualnych Mediów” prof. Dariusz Tworzydło z Uniwersytetu Warszawskiego.
Środkowy palec Lichockiej przyniósł PiS ogromne straty wizerunkowe. Można było tego jednak uniknąć.
– Prawdopodobnie gdyby pani Lichocka w taki sposób zareagowała, odbiór byłby inny. Inaczej bowiem reagujemy w takiej sytuacji, a inaczej gdy ktoś próbuje nam wmówić, że fakty są zupełnie inne niż je widzimy. Osoby publiczne, w tym posłowie są szczególnie obciążeni i wystawieni na krytyczną ocenę. Muszą zdawać sobie sprawę z tego, że właśnie od ich reakcji po popełnieniu błędu będzie zależał ostateczny odbiór i zasięg oddziaływania ewentualnego kryzysu – dodaje ekspert.
Źródło: Wirtualne Media