Koronawirus w Italii. Półki sklepowe świecą pustkami. Wydzielone czerwone strefy [VIDEO]

Sklep we Włoszech Foto: screen

Po ogłoszonym alarmie, do którego przyczyniły się mnożące się zachorowania na koronawirusa, we Włoszech zamknięto szkoły, teatry, zakłady pracy, miejsca z dużymi skupiskami ludzi.

Teraz zachorowania na koronawirusa spowodowały najazd klientów na sklepy. Mówi się, że Włosi robią zakupy jak w stanie wojny.

Z Casalpusterlengo nie można w obawie przed koronawirusem ani wjechać, ani wyjechać. Zaopatrzeni w maseczki i rękawiczki mieszkańcy wypełniali wózki sklepowe produktami, dzięki którym można by przeżyć co najmniej kilka dni.

Pełne wózki, puste półki witały klientów sklepy w Mediolanie oraz Lombardii. Regionu nie zamknięto i doznał ona najazdu konsumentów. – To szaleństwo, wszystkie półki są puste. Ludzie robią zakupy, jakbyśmy byli w stanie wojny – mówi jeden z klientów.

Premier Giuseppe Conte uspokaja Włochów. – Nie ma powodów do niepokoju, nie ma potrzeby, żeby w pośpiechu robić zapasy. Nie mamy do czynienia z niedoborem żywności. Podejmiemy wszelkie działania w celu zapewnienia stałej podaży żywności dla ludności. Wszyscy mogą być spokojnie również o to, że zostanie zapewniona każdemu potrzebującemu właściwa opieka zdrowotna – mówi.

Na terenie kraju utworzono 11 tzw. czerwonych stref, czyli ognisk zachorowań na koronawirusa. W całkowicie zamkniętych miasteczkach i osadach w rejonie między Lodi w Lombardii i Padwą w Wenecji Euganejskiej na północy mieszka ponad 50 tys. osób. Na liście są m.in.: Codogno, gdzie zanotowano pierwsze zachorowanie na terytorium Włoch, a także Pizzighettone, Pieve Porto Morone, Sesto Cremonese, Casalpusterlengo, Vo, Schiavonia, Mira, Mirano, Terranova Passerini.

Na mocy wydanego przez rząd dekretu obowiązuje surowy zakaz opuszczania tych miejscowości i wjazdu do nich pod groźbą kar finansowych. „Czerwonych stref” pilnuje kilkadziesiąt patroli, a premier Giuseppe Conte apeluje do obywateli o współpracę.

Źródło: rmf24.pl / nczas.com