Stepan Bandera i manifestacja ukraińskich nacjonalistów z jego portretem na czele. Foto: wikimedia, PAP
Stepan Bandera i manifestacja ukraińskich nacjonalistów z jego portretem na czele. Foto: wikimedia, PAP
REKLAMA

Nazwisko Stepana Bandery kojarzy się Polakom z największymi zbrodniami ukraińskich nacjonalistów. Stworzył ruch, a raczej nadał mu kierunek, który najpierw dał się we znaki terrorem, a później w czasie II wojny światowej ludobójstwem. Taka byłą jego wdzięczność za to, że władze RP okazały mu jako terroryście łaskę i karę śmierci przez powieszenie zamieniły na dożywotnie więzienie.

Jego sadystyczne skłonności, bezwzględność, konieczność stałego imponowania innym, wynikające z zakompleksienia, i wybitna inteligencja pchały go na piedestał, aż w końcu uczyniły przywódcą i symbolem.

Stepan Bandera, choć obrał zbrodniczy, nazistowski i ludobójczy kierunek, nie urodził się bynajmniej w rodzinie zbrodniarza. Wprost przeciwnie, był synem ortodoksyjnego i fanatycznego popa greckokatolickiego, jak jeszcze przed I wojną światową nazywano w Galicji księży tego obrządku. W koleżeńskich kręgach określano go, jak innych księżych synów, mianem „popowycza”.

REKLAMA

Urodził się w 1909 r. na plebanii ks. Andrija Bandery, proboszcza parafii Uhrynów Stary w ówczesnej Galicji, należącej do Austro-Węgier i rządzonej przez Najjaśniejszego Pana. Nie był herosem, który wyróżniałby się wśród rówieśników posturą. Wprost przeciwnie. Miał ją nikczemną. W dojrzałym życiu osiągnął niespełna metr sześćdziesiąt wzrostu. Kolegom mógł zaimponować tylko intelektem, do rozwijania którego miał znacznie lepsze od innych warunki. W domu ojca była duża biblioteka, złożona z książek wydanych w języku ukraińskim.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Bandera chłonął je tym bardziej, że jako chorowity chłopak często musiał leżeć w łóżku. Sięganie po książki było więc dla niego normalnym odruchem. Najbardziej jednak kształtowała młodego Stepana atmosfera domu rodzinnego. On sam pisze o tym w części autobiografii, którą napisał w kwietniu 1959 r., w sposób następujący:

„Dziecięce lata przeżyłem w Uhrynowie Starym, w domu moich rodziców i dziadków, wyrastałem w atmosferze ukraińskiego patriotyzmu i żywych narodowo-kulturalnych, politycznych i społecznych tradycji. W domu była wielka biblioteka, często zjeżdżali się do niego uczestnicy ukraińskiego narodowego życia Galicji, krewni i ich znajomi, na przykład wujkowie: Pawło Hłądzinśkyj – jeden z założycieli „Masłosojuzu” i „Silśkoho Hospodarija”, Jarosław Wesołowśkyj – poseł do wiedeńskiego parlamentu”.

Można sobie wyobrazić, o czym rozmawiano w domu Banderów, skoro mały chłopczyk, przysłuchujący się rozmowom starszych, wyrósł na zajadłego nacjonalistę.

Cztery razy przechodził front

W czasie I wojny światowej przez rodzinną wieś Banderów czterokrotnie przechodził front z wszystkiego tego konsekwencjami. Dom Banderów był też częściowo zniszczony podczas ostrzału artyleryjskiego. W 1918 r., mając niespełna 10 lat, Bandera był świadkiem próby budowy w Galicji ukraińskiego państwa. Jego ojciec mocno się zaangażował w tworzenie jego struktur. Był jednym z organizatorów przewrotu w powiecie kałuskim i ustanowienia w nim władzy ukraińskiej. Drugim był miejscowy lekarz.

Jak pisze Bandera, całe rodzinne życie Banderów było wtedy podporządkowane tym wydarzeniom. Ojciec Bandery uczestniczył w formowaniu struktur politycznych i wojskowych nowego państwa. To wszystko, jak pisze Bandera, kształtowało jego świadomość. Był pewnie dumny z ojca, który został posłem do parlamentu Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej – ZURL.

Walki z wojskami polskimi, które przystąpiły do stłumienia rebelii ukraińskiej i odzyskania Małopolski Wschodniej, też zrobiły swoje. Zwłaszcza że rodzina Banderów musiała uciekać przed „polskimi agresorami” za Zbrucz. Ojciec Bandery jako kapelan ukraińskiej armii brał udział w walkach z Polakami. Do domu wrócił latem 1920 r., obejmując tak jak poprzednio stanowisko w Uhrynowie Starym.

Do końca życia nie przestał obwiniać podłych Lachów o zagarnięcie Małopolski Wschodniej i likwidację ukraińskiego państwa. Nigdy nie powiedział o nich inaczej jak o okupantach. Jego zgorzknienie pogłębiła śmierć żony w 1922 r. Za nią też obwiniał Polaków. Stepan Bandera od niego przejął nienawiść do Polaków, Rosjan, i do Żydów. Ojciec wpoił mu ją w czasie szkolnej edukacji.

Bandera nie chodził do szkoły podstawowej. Całą wiedzę z jej zakresu zdobył w domu. Gimnazjum ukraińskie w Stryju Bandera zaliczył w 1927 r. Mieszkał wtedy u dziadków. W tym czasie kontynuował swoją nacjonalistyczną edukację w „Płaście”. W zajęciach sportowych przez niego organizowanych nie brał jednak udziału. Dokuczał mu bardzo reumatyzm stawów. Puchły mu kolana. Od czwartej klasy Bandera działał w podziemnej Organizacji Średnioszkolników. Szybko awansował do jej kierownictwa.

W 1927 r. wrócił na rok do rodzinnego domu w Uhrynowie Starym. Według jego zapisków zajmował się w nim pracą w gospodarstwie, animował oficjalnie pracę kilku legalnych ukraińskich organizacji. Nieoficjalnie stał na czele komórki Ukraińskiej Organizacji Wojskowej. Wstąpił bowiem do UWO. Uruchomił jej działalność we wszystkich okolicznych wsiach.

W 1928 r. Bandera przeniósł się do Lwowa, gdzie podjął studia na wydziale agronomicznym politechniki. Studia te były przykrywką dla jego antypolskiej podziemnej działalności. Przyznaje to sam, pisząc: „Najwięcej czasu i energii w swoim studenckim okresie przeznaczałem na rewolucyjną i narodowo-wyzwoleńczą działalność”. Pochłaniała go ona na tyle, że, jak pisze: „na drugi plan schodziło zakończenie studiów”.

Szybki awans w OUN

Bandera jeszcze przed rozpoczęciem studiów wykonywał zadania zlecone przez UWO. Gdy podjął studia, jego związki z tą organizacją jeszcze bardziej się zacieśniły. Miał nie tylko umacniać jej potencjał w powiecie kałuskim, z którego pochodził, ale również tworzyć jej tajne komórki wśród studentów. Do bezpośredniej działalności terrorystycznej się nie nadawał ze względu na mizerną posturę i kiepski stan zdrowia.

Przepychał się jednak do przodu, nadrabiając braki fizyczne intelektem i skrajnymi antypolskimi poglądami. Do OUN wstąpił natychmiast, gdy zaczęła ona działać we Lwowie. Szybko w niej awansował. Torował sobie drogę nacjonalistyczną, nazistowską żarliwością, która znajdowała poklask u jego rówieśników należących do OUN.

W 1930 r. stanął na czele wydziału kolportażu krajowej Egzekutywy OUN. Zajmował się rozprowadzaniem ulotek i literatury nacjonalistycznej. Szybko oddano mu jeszcze kierowanie wydziałem techniczno-wydawniczym. W 1931 r. dodatkowo zaczął odpowiadać za oddział zajmujący się sprowadzaniem wydawnictw nacjonalistycznych z zagranicy, czyli po prostu ich przemycaniem i rozprowadzaniem. W tym samym roku objął kierownictwo całego referatu propagandy Krajowej Egzekutywy OUN.

W 1932 r. objął funkcję zastępcy krajowego prowidnyka, a w połowie 1933 r. prowidnyka OUN na terenie kraju. Musiał odpowiednio zaprezentować się na dwóch konferencjach OUN w Pradze i Gdańsku, a później na trzeciej w Berlinie, że Konowalec zgodził się na powierzenie mu tej funkcji. Sprzyjała mu też sytuacja w Małopolsce Wschodniej.

Policja znacznie przerzedziła szeregi UWO i OUN, aresztując wielu czołowych działaczy obu organizacji, które w tym czasie zaczęły zlewać się w jedną, do czego Bandera dążył od dawna. W tym czasie w OUN narastał między starymi działaczami a nowym pokoleniem konflikt o władzę i metody działania. Młodzi uważali starych weteranów walki z Polską w 1919 r., którzy utworzyli UWO, a później OUN, za dziadków, którzy stetryczeli i zjełczeli, i powinni zająć się opowiadaniem bajek wnukom. Uważali ich za przegrane pokolenie, które nie potrafiło zdobyć niepodległej Ukrainy i których dotychczasowe metody się nie sprawdziły.

Bandera, jak wynika z jego zapisków, opowiadał się za podjęciem totalnej walki z państwem polskim. OUN powinna według niego stać się organizacją masową, obejmującą swym zasięgiem wszystkie skupiska środowisk ukraińskich nie tylko w Małopolsce Wschodniej, ale i na Wołyniu. OUN powinna zwrócić też uwagę na chłopów i robotników, a nie adresować swojej działalności tylko do młodzieży i inteligencji. Oprócz dotychczasowych form pracy politycznej i bojowej OUN powinna organizować wielkie masowe akcje, w których uczestniczyłyby najszersze kręgi ukraińskiego społeczeństwa.

Bandera postulował też podjęcie działań przeciwko ZSRR. Akcje bojowe przeciwko Polsce sugerował skierować przeciw przedstawicielom władz i policji.

OUN sięga po młodzież

We wrześniu 1933 r. Bandera polecił wszcząć tak zwaną akcję antyszkolną. Miała ona być manifestacją sugerującą, że ukraińskie dzieci są wynaradawiane i pozbawione możliwości nauczania w języku ukraińskim. Polegała ona na masowych włamaniach do szkół, demolowaniu ich wnętrza, bezczeszczeniu portretów dostojników państwowych i godła narodowego, a także wybijaniu szyb.

Władze bezpieczeństwa już 12 sierpnia otrzymały informacje o przygotowaniach akcji, ale były za słabe, żeby przed każdym budynkiem postawić silny patrol. Inicjatorami akcji w terenie byli przebywający na wakacjach studenci należący do Junactwa OUN, które szybko stało się jej siłą napędową. Podsumowaniem akcji miał być zamach na kuratora Lwowskiego Okręgu Szkolnego. Tu policja stanęła na wysokości zadania. Spodziewając się, że nacjonaliści ukraińscy będą go chcieli zamordować, podobnie jak wcześniej kuratora Stanisława Sobińskiego, spoczywającego na Cmentarzu Łyczakowskim, przydzieliła mu ochronę.

Członek OUN Seweryn Meda zaczaił się pod domem kuratora. Jeden z wywiadowców Michał Tendaj od razu uznał go za podejrzanego i usiłował zatrzymać. Meda go postrzelił i rzucił się do ucieczki. To samo zrobiła ochraniająca go bojówka. Pościg policji zakończył się częściowym sukcesem. Rano Michał Tendaj został aresztowany, a w ciągu dnia zatrzymano jeszcze 10 Ukraińców podejrzewanych o przygotowanie zbrodni. Sam Meda został skazany przez sąd doraźny na karę dożywotniego więzienia.

W sierpniu następnego roku przed sądem stanęli i zostali skazani inni członkowie OUN uczestniczący w przygotowywaniu nieudanego zamachu. Julian Iwanczuk został skazany na 15 lat więzienia, Seweryn Meda na 12 lat, Ołeksander Łućkyj na 6 lat, Wasyl Medwed na 5 lat, Wasyl Fedynśkyj otrzymał do odsiadki 2 lata. Sam Bandera, który polecił przeprowadzić zamach, uniknął uwagi policji.

Oficerom rozpracowującym nacjonalistyczny ruch ukraiński nie mieściło się zapewne w głowie, że ktoś tak nędznej postury, niemal pół inwalida, może być hersztem zbrodniczej organizacji…

Herszt tymczasem rozkazywał mordować dalej. Realizując wytyczne Jewhena Konowalca, głównego komendanta OUN, rezydującego w Berlinie, zorganizował zamach na konsulat radziecki we Lwowie. Polska poprawiała swoje stosunki z ZSRR i OUN na polecenie Niemiec miała ten proces zablokować. Realizując rozkazy Bandery, student Mykoła Łemyk wszedł do konsulatu przy ulicy Nabielaka i zastrzelił kierownika kancelarii Aleksija Najłowa, funkcjonariusza sowieckich służb. Łemyk zadania nie wykonał. Miał bowiem zabić konsula Grigorija Łapczynśkiego. Łemykowi udało się jeszcze ranić drugiego pracownika konsulatu Iwana Dżugaja, zanim został aresztowany przez policję, której nie stawiał oporu.

Kazał mordować też swoich

Policja natychmiast przeprowadziła masowe aresztowania we Lwowie i na terenie całej Małopolski Wschodniej, ale Bandera znów miał szczęście. Cztery dni po zamachu sąd doraźny skazał Łemyka na dożywotnie więzienie. W sierpniu następnego roku w procesie oskarżonych o współudział w dokonaniu zamachu, 12 członków OUN skazanych zostało na karę od 14 lat do półtora roku więzienia. Bandera na ławie oskarżonych znów nie zasiadł.

15 czerwca z rozkazu Bandery i z jego osobistym udziałem bojówka OUN zamordowała ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w Warszawie. Bandera nie przestraszył się, że policja postawiła wszystkie swoje siły, by dopaść terrorystów, i kontynuował zbrodniczą serię.

25 lipca z rozkazu Bandery na ulicy Łyczakowskiej bojówkarz OUN Mychajło Car zamordował dyrektora najstarszego liceum ukraińskiego we Lwowie Iwana Babija, bliskiego współpracownika metropolity Szeptyckiego, dążącego do ułożenia w Małopolsce Wschodniej stosunków z Polakami. W 1919 r. był oficerem w Ukraińskiej Armii Galicyjskiej i walczył z Polakami, ale po przegranej wojnie uznał, że dalsza walka jest drogą donikąd i że trzeba się z nimi porozumieć. W tym duchu starał się wychowywać uczęszczającą do liceum młodzież. To dla Bandery było zaś kamieniem obrazy.

Zabijając Babija, Bandera chciał wskazać Cerkwi greckokatolickiej swoje miejsce. Nie wolno jej było mieć aspiracji politycznych i dążyć do dominacji na politycznej scenie ukraińskiej. Tę rolę Bandera rezerwował dla OUN. Ona miała mieć monopol na wszystkie dziedziny życia. Każdy, kto wyłamywał się z szeregu, a nie daj Boże szedł na współpracę z polskimi władzami, miał być bezwzględnie likwidowany.

Zabójstwem Babija, oficera Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, Bandera zrywał też z pokoleniem ojców, z tradycją walk 1918–1921, wskazując, że trzeba je odesłać do lamusa historii. Wskazywało ono, że celem OUN pod kierownictwem Bandery jest podjęcie totalnej walki rewolucyjnej bez oglądania się na żadne autorytety.

Nie wiedział jednak, że policja jest już na jego tropie.

Marek A. Koprowski

REKLAMA