Grodzki po urlopie we Włoszech „posypie trochę głowę popiołem”

Tomasz Grodzki / Fot. PAP/ grodzkiego
Tomasz Grodzki / Fot. PAP
REKLAMA

Wciąż nie milkną echa wyjazdu marszałka Senatu do Włoch. Tym razem Tomasz Grodzki, tłumacząc się ze swojej podróży, obiecał „posypać sobie trochę głowę popiołem”. Jednocześnie utrzymywał, że z medycznego punktu widzenia było to bezpieczne posunięcie.

Miejsce, w którym przebywałem, to był malutki hotelik, praktycznie na środku pól śnieżnych. W momencie, kiedy tam przyjechałem, w promieniu 30 km wokół tego miejsca nie było żadnego ogniska koronawirusa. Również gdy przerwałem urlop, żeby poprowadzić Senat, nie było żadnego ogniska – mówił Grodzki w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Pytany, czy nie uważa, że osoba publiczna powinna kierować się nieco innymi kryteriami niż prywatne, odparł: „posypię sobie trochę głowę popiołem i wezmę to pod uwagę przy następnych wyborach”. – Aczkolwiek z punktu widzenia medycznego będę bronił tezy, że dochowałem absolutnie należytej staranności, żeby wybrać miejsce, gdzie nie było koronawirusa w momencie, kiedy przyjechałem, i jak wyjeżdżałem – utrzymywał.

REKLAMA

Na uwagę, że przeciwnicy zarzucają mu zachowanie „antyedukacyjne”, a także to, iż po powrocie do kraju bez badania rozpoczął pracę, Grodzki odparł, że weekend spędził w domu z żoną, „notabene chorą na grypę”.

Grodzki zrugany przez Olejnik

Grodzki podkreślił, że epidemia koronawirusa „przetoczy się przez świat i powinniśmy skoncentrować nasze wysiłki na tym, aby wykrywać jak najszybciej osoby zarażone”.
– Dlatego musimy szybko zwiększyć liczbę testów. W Polsce wykonaliśmy ich nieco ponad 1600, w Niemczech 200 tys. i to jest skuteczniejsza metoda wychwytywania osób zarażonych niż kwarantanna, która w skali masowej może mieć dzisiaj negatywne skutki gospodarcze – ocenił marszałek Senatu.

We wtorek, w „Kropce nad i” Monika Olejnik zrugała Grodzkiego, który przyznał, że wykonał test na koronawirusa. Marszałek zgłosił się na izbę przyjęć szpitala zakaźnego. Jak podkreśliła dziennikarka, w momencie, w którym on wykonał test, nie każdy miał taką możliwość.
– Tym bardziej, jeżeli coś podejrzewał, nie powinien iść na izbę przyjęć, żeby narażać innych – mówiła.

– No to miałem nie robić tego testu? – skwitował w swoim stylu Grodzki.

Więcej zachorowań na grypę

W rozmowie z „Rz” Grodzki podkreślał, że zdecydowanie więcej osób choruje w Polsce na grypę.

– Opieramy się na faktach. W Polsce w samym lutym mieliśmy 820 tys. przypadków grypy i schorzeń grypopodobnych i w tym roku zmarło już ponad 30 osób na grypę. Na koronawirusa szczęśliwie nikt. Więc szansa, że będziemy zarażeni koronawirusem, a nie grypą, jest jak 1 do niemalże 100 000 – wskazał.

Marszałek Senatu ocenił, że wzrost liczby zachorowań na koronawirusa będzie postępował „niezależnie od wysiłków tego czy innego rządu”.

Taktyki postępowania są różne. Nasi sąsiedzi za Odrą przyjęli taktykę robienia maksymalnej liczby testów, żeby wychwycić osoby zarażone, i tylko te izolować. My przyjęliśmy taktykę kwarantanny dla 99,9 proc. ludzi, którzy pewnie są zdrowi i oby pozostali zdrowi. Moim zdaniem – i o tym była mowa na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego – powinniśmy iść w kierunku aktywnego wykrywania. Czyli zdecydowanego zwiększenia liczby testów, które już w Polsce są – powiedział.

Z informacji ministra zdrowia wynika, że w tej chwili mamy ponad 50 tys. testów do dyspozycji. Polskie laboratoria są w stanie wykonać około 2 tys. badań dziennie.

Mamy czym badać, mamy jak badać i powinniśmy to wykorzystać. Te testy nie powinny zalegać w magazynach – podkreślił Grodzki.

Źródła: Rzeczpospolita/PAP/nczas.com

REKLAMA