
W sobotę 14 marca, w biały dzień, kilka rakiet ponownie spadło na bazę wojskową, która mieści się na północ od Bagdadu. To ta sama baza, którą zaatakowano w środę 11 marca. Zginęło wówczas dwóch żołnierzy amerykańskich i jeden Brytyjczyk. Wśród rannych był też Polak.
To 23 atak rakietowy przeprowadzony od końca października ub. roku na amerykańskie cele w Iraku. Stoją za nimi pro-irańskie frakcje zbrojne. Waszyngton oskarża o nie brygady Hezbollahu.
Brygady Hezbollahu przyznały się po raz pierwszy do ostrzału z środy. Poinformowały, że wystrzelono 18 pocisków i potępiły „amerykańskie siły okupacyjne”.
Amerykanie przeprowadzili w nocy z czwartku na piątek 13 marca ataki odwetowe na pozycje szyickich milicji. Potępiła je armia Iraku uważając za „naruszeniem suwerenności Iraku”. Wojsko podało, że zginęło w nich sześć osób, a 12 zostało rannych. Ofiarami miało być trzech jej żołnierzy, dwóch policjantów i jeden cywil.
Hezbollah z odpowiedzą długo nie czekał. Specjaliści zwracają uwagę, że organizacja ta czuje się coraz pewniej. Do tej pory takie ataki w biały dzień były bardzo rzadkie.
Źródło: Le Figaro/ AFP