Afrykańskie plotki na temat koronawirusa

Minister obrony Zimbabwe Fot. YouToube

Dostęp do internetu i swoboda przepływu informacji wywołują rozmaite plotki na wszystkich kontynentach. W Afryce ma to dodatkowe niebezpieczne skutki, bo słabość tamtejszej służby zdrowia stanowi dodatkową pożywkę do wiary w jakieś nadzwyczajne metody leczenia.

Od dziwnych skojarzeń nie są wolni i sami politycy tych krajów. W Zimbabwe to minister obrony, Oppah Muchinguri ogłosiła, że „koronawirus jest karą Bożą na kraje, które nałożyły sankcje nan jej kraj.

Pojawiają się też najfantastyczniejsze plotki. Na przedmieściach Tunisu, w portowym Radès, przez który przechodzi 80% importu i eksportu tego kraju, miejscowe magazyny miały zostać zaatakowane przez „setki salafitów uzbrojonych w białą broń”.

Plotka rozniosła się tak szybko, że MSW publikowało całą serię komunikatów z zaprzeczeniami. W porcie doszło rzeczywiście do zajść, ale dotyczyły one porachunków handlarzy narkotyków.

W Senegalu informacje o pandemii dotyczyły przede wszystkim pochodzenia wirusa i kego przenoszenia związanego z nawykami kulturowymi. Pojawiały się też fantastyczne plotki o metodach zapobiegania, leczenia przez lokalną medycynę i środki ludowe, a także ochrony przez amulety religijne…

Wpływowy szaman w tym kraju kwestionował nawet istnienie wirusa. Pojawiły się oszustwa z rzekomymi szczepionkami. Bywa, że przenoszone są wiadomości z internetu z Europy. Interpretuje się je już w różny sposób, a później żyją własnym życiem.

Znaleźli nawet cudowny lek

Karierę w Afryce zrobił lek na malarię Chlorochina, która „może wyleczyć chorobę koronawirusa”. Zaczęło się od informacji z Francji. Tamtejszy lekarz ze szpitala uniwersyteckiego w Marsylii osiągnął ciekawe wyniki stosowania tego specyfiku w leczeniu koronawirusa jako leku wspomagającego.

Wiadomość stała się szybko popularna we francuskojęzycznych Senegalu, Burkina Faso, Beninie i Kamerunie. W Dakarze chlorochina stała się nagle poszukiwanym towarem i pojawiła się na czarnym rynku. Zaczęli nią nawet handlować dilerzy narkotyków.

Handlarze ścigają lek z Indii i Nigerii. Chlorochina jest lekiem dobrze znanym w Afryce. Od 1949 roku leczono nią malarię, później stosowano na reumatyzm. Znane jest też jej stosowanie we wspomaganiu leczenia wirusów, ale sama koronawirusa nie wyleczy.

Tymczasem w Kamerunie i krajach sąsiednich zapotrzebowanie na chlorochinę wzrosło w aptekach i na czarnym rynku. Patrząc na swoją służbę zdrowia, Afrykanie szukają po prostu „cudownego środka”.

Źródło: Le Point